Co kryje się za granicami poznania?

Jesteśmy ludźmi, którzy myślą zmieniają świat.

Wydaje mi się, że wiele można by powiedzieć na ten temat… Jednak, zawsze jakoś tak te moje slowa nie mogą znaleźć zaczepu. Błądzę po labiryncie błędnych ścieżek, nie wiem, jak znaleźć Tę Jedyną. Czuję, że za każdym rogiem czai się niebezpieczeństwo. Jako alchemik, jestem osobą dyskretną. Jednak czasem nachodzą mnie lęki.

Arystoteles mówił o czymś, na co nazwę znaleźć mógł dopiero w porównaniu do drewna – hyle (ὕλη), Materia Pierwsza – ta, z której zbudowana jest każda inna materia. Było to jego zdaniem coś, co poprzedza istnieniem każdą rzecz. W Materii Pierwszej tkwi potencjał istnienia każdej rzeczy. Ona jest też jakby czymś, co sprawia, że każda rzecz może zaistnieć. Ten jej potencjał odbija się w obie strony. Z jednej strony jest faktem negatywnym, potencjałem bycia w tym miejscu dowolnej innej rzeczy, jak i faktem pozytywnym, faktycznym stanem rzeczy.

Zdjęcie łyżki na kropkowanej powierzchni

z: pixabay.com

Czytaj dalej

Alchemiku, znasz język Ptaków?

Czy życie musi zawsze ograniczać się do fizycznych form?

 Mam czasem wrażenie, że świat do mnie mówi. Widzę jakby fale odciskające się w rzeczach. Myślę, że do słuchu wcale nie są potrzebne uszy. W głowie kołacze mi się, że… to wszystko jest w niej. A jeżeli nie tylko ja czuję, myślę, widzę i to wszystko? Jakby za tym wszystkim ukryty był jakiś porządek, którego moje oczy nie są w stanie spenetrować od tak.

Myślałeś kiedyś o czym rozmawiają ptaki? Przefruwają z gałęzi na gałąź, grzane promieniami Słońca, wyśpiewują melodie niesione przez wiatr. Swymi skrzydłami poruszają powietrze, które jest ich domem. Trele, którymi nawołują się i upiększają świat. Możemy myśleć, że nie są dość inteligentnymi stworzeniami, by móc rozmawiać. Śpiewy ich zdają się jedynie pełnić funkcje użytkowe – ostrzeż przed nadlatującym sokołem, zachęć samiczkę do godów. Bo co innego może mieć do powiedzenia istota o takim małym mózgu? Z Ptaśka Williama Whartona (który jest ZNAKOMITĄ książką, GORĄCO polecam, gdy Ją poznaje – poezja…!) dowiadujemy się, że jest mniejszy od oka wielkości ziarnka słonecznika. Trudno wyobrazić sobie, by tak nieskomplikowany układ nerwowy był w stanie przetwarzać szczególnie złożone informacje.

Grafika przedstawiająca mózg.

Na szczęście są ludzie, którzy nie traktują świata jako oczywistości. Dzięki nim dowiadujemy się, że ptaki korzystają ze złożonej gramatyki. Okazuje się, że ich komunikaty również budowane są według takich reguł szyku zdania. Korzystając z jednego dźwięku budują różne komunikaty, umiejscawiając go w różnych miejscach frazy. Swoimi słowami sprawiają, że przylatują do nich inne ptaki ze swojego gatunku. Są więc aktami mowy, o których mówiliśmy już kiedyś. Do tego okazuje się, że śpiewie ptaków możemy określić, skąd ptak pochodzi. Ptaki z różnych rejonów śpiewają inaczej, i to nie tylko za sprawą dobierania różnych tonów. Śpiewy zależne są np. od pożywienia – samce dobrze odżywione śpiewają piosenki dłuższe, niż ich chudsi rywale, używając przy tym bardziej zróżnicowanej palety dźwięków. Wygląda na to, że pan sikorka, czy też monsieur szczygieł, mogą pozwolić sobie na dyrdymały tylko wtedy, gdy w ich otoczeniu jest dość zasobów.

Niebieskie luksusowe auto

Ludwig Wittgenstein w jednej swojej prac (raczej tych z późniejszego wieku swego, tam bowiem dopiero zajmował się kwestiami użycia języka – wcześniej mówił raczej o jego mechanice i relacji do świata. Pod koniec, o ile dobrze rozumiem, skoncentrował się raczej na tym, jak język działa – opisywał to za pomocą pojęcia gry językowej) stwierdził (parafrazując), że nawet gdyby lwy miały swój język, nie rozumielibyśmy ich.

Lew i lwica.

Prawda? To dość powszechnie w gruncie rzeczy podejście. Ale zastanówmy się nad tym jeszcze przez moment. Możemy mówić o tym, że żyjemy w świecie abstrakcyjnych reprezentacji, gdzie jako rasa swego rodzaju wyższa, jesteśmy w posiadaniu lepiej rozwiniętego aparatu poznawczego, to znaczy, że jako jedyni jesteśmy w stanie pojąć inne rzecz. Tak wiem – zdanie Wittegensteina mówiła nie do końca o tym. Chodziło mu o to, że lwy żyją w świecie tak innym od naszego, że zwyczajnie nie jesteśmy w stanie zrozumieć, co chcą powiedzieć, gdy mówią „WrrrRRR!”. Ale… zobaczymy, że widzimy zapis tego komunikatu. Być może operują trochę mniejszą liczbą słów, niż my. Ale pomyślmy teraz o takim przykładzie.

Weźmy 10 słów: Parapet, Ołówek, Ocet, Szczęki, Rarytasy, Okazja, Sekundy, Cztery, Olp, o. To wszystkie słowa, jakie istnieją w języku, jaki będziemy teraz badać. Co bardzo istotne – ich znaczenia są zupełnie różne od tych, które znamy na co dzień. To jeszcze nie są słowa. Dopiero poprzez łączenie ich w grupy zaczniemy nadawać im znaczenia. A zaczniemy prawdopodobnie od tego, co będzie najłatwiejsze do opisania – naszym otoczeniu. Dlaczego jest ono najłatwiejsze? Załóżmy, że nie wiesz jak za pomocą połączenia 1 z tych 10 słów stworzyć określenia jakiegoś zdarzenia. Co robisz w związku z tym? Używasz reki, tupiesz, patrzysz się w kierunku – masz zestaw dodatkowych komunikatów, które wzbogacają Twój przekaz. A spróbujemy teraz opowiedzieć, korzystając z tych słów, co to np. znaczy miłość. Nie wiem jak wy, ale ja w takim przypadku mógłbym mieć pewien problem, by mówić o niej zupełnie swobodnie.

Chyba, że…

Pisklęta wołające matkę

Nie mówiłbym o niej. Nazwijmy, że tańczyłbym ją. Po prostu wyrażał swoim byciem. Bez cienia kłamstwa. Tego przecież uczymy się w alchemii – nie mów! Rób tylko to, co trzeba. Postępuj dokładnie tak, jak czujesz. Wtedy ptak nie musi mówić swojej partnerce, że ja kocha – on po prostu ją kocha. Ptaki z różnych lokalizacji znają różną liczbę sylab. Są nimi w stanie powiedzieć coś tak, jak my słowami. Jednak… być może świadome są też tego, że te ich sylaby działają dokładnie tak samo, jak one – po prostu swoją obecnością. W tym momencie ich słowa po prostu nie mają znaczenia, bo same są nim. Ptak śpiewa, bo śpiewa. Stań kiedyś w lesie i daj ptakom śpiewać. Spróbuj zaśpiewać z nimi. Trylaj, twitaj, huknij, stuknij, stwórz z nimi melodię. Zobaczysz, że rozumiesz część. Ptaki śpiewają rytm. Nie rozumieją Twoich słów (przynajmniej tak się wydaje), lecz odpowiadają na Twoją melodię. To bardzo ładne. Wydaje mi się, że ptaki też to lubią. Ciekawią je niezwykli ludzie. O czym mówią jeszcze? Ptaki mówią o ptakach. Ich świat jest ptasim światem. Mówią o tym, co dotyczy ptaków, czyli mówią o sobie samych. Mówią o tym, że gdzieś znalazły jedzenie. Opowiadają o swoich przygodach – wszak wszystkie ptaki będą mówiły o lataniu, więc choć część z historii pozostanie nie do końca zrozumiała dla innych gatunków, wszystkie usłyszą w niej coś, co same już znają. W śpiewie tego ptaka odbija się świat. I nie jest to głupia, metafizyczna paralela. Jego śpiew jest falą. Rozchodzi się po przestrzeni. Z tej przestrzeni nadchodzą fale. Te fale zniekształcają jego falę, która następnie zniekształca je, szykując do dalszych zniekształceń całego układu. #SKZ.

Kwiat

Alchemiczny język ptaków. Nazywano go także zielonym językiem. Nie znam jeszcze takich lektur, jednak zdaje mi się, że to nad jedną z jego wielu zastosowań metod pracował, gdy przygotowywał publikację nt. języka Enochiańskiego. Język aniołów. Ale znowu, nie brnijmy w ontologiczne drwiny, które mają zakrywać naszą niewiedzę. Anioł też jest pewnym pojęciem. Nie jest tak, że desygnata dla pojęcia anioł istnieje tylko w abstrakcyjnym świecie. Dlaczego tak mówię? To bardzo proste. Wyobraźmy sobie kogoś, kto wymyśla nazwę anioł, gdy po raz pierwszy zobaczył to coś. Zauważmy, że nie jest tak, że wskazał on w tym momencie -nic-. Jego wzrok skierowany był w jakąś stronę. Coś wcześniej mówił. Jakoś się zachowywał. Żeby była jasność – czegoś doświadczał. I tutaj jest cały pies pogrzebany. Bo dla doświadczającego, doświadczany gestalt jest zawsze w pełni realny. Dotknął jego drzwi umysłu. Nie musiał dotknąć jego ciała. Mógł tylko poruszyć jego rozum. Mógł nawet być czymś jeszcze cichszym, drgnięciem fali oceanu na inne planecie. Ta rzecz była dla niego realna. Wyłowił ze świata coś, co było w nim zakryte. Wypowiedział to, zakrywając to coś mową, jednak wciąż wypowiadając to w pełni sobą. Bo wszak nie jesteśmy głupsi, niż ptaki – skoro one to potrafią, to chyba z pewnością my jesteśmy w stanie to zrobić!

I tego właśnie, jako alchemicy, powinniśmy chcieć. Musimy nauczyć się obserwować Wszystko. Jest tylko jedna rzecz i w niej wszystko Wszystko się odbija. Wszystko jest nami, ale my nie jesteśmy wszystkim. W nim rozchodzą się fale. One mogą przybierać tyle stanów skupienia – mogą przechodzić przez różne ośrodki. Wytęż wzrok i zobacz Falę w świecie. Ona jest wszędzie. Nie ma rzeczy, która nie jest zbudowana z 10 wymiarowej tkanki. Mamy wszędzie wokół siebie bryłę tak wielowymiarową, że możemy zobaczyć w niej wszystko. Jest różowo-fioletowa, cicha pokręcona.

Liczby.

Po prostu. Ptakom nie przysłania tej bryły paradygmat. Ta brała po prostu jest przed oczyma i mają ją. Tam jest ich język, My zapomnieliśmy o tym ukrytym porządku. Przed oczyma mamy często tylko ten w pełni jawny. Całe szczęście, sami możemy modelować swój mózg. To my decydujemy co się w tym świecie wydarza. Lęk przed zewnętrznymi wydarzeniami jest w rzeczywistości wewnętrznym lękiem przed jakąś swoją cechą. Czy w drodze do dobrego Kamienia Filozoficznego nie stopuje nas czasem lęk przed przemożnym bogactwem?

Odnosząc się do waszych kwestii:

S – Całe szczęście, przemiana się zatrzymuje. Jeżeli chcemy, mamy czas, by zebrać siły.

A* – Tak niesamowita to chwila, gdy przed naszym wzrokiem pokazuje się coś, co było tam zawsze, a co okoliczności mogły powić do życia. To ciekawe, jak filozoficzne kwestie rozumiemy często po czasie. Cieszę się z Twojej edukacji!

K – To My, Ludzie, Wszyscy, ładujemy świat energią. Jeżeli świat jej nie ma, to jest jej brak po prostu nam. To my jesteśmy w centrum – dlatego tak trudno nam często złapać perspektywę!

Dziękuję wam bardzo za lekturę kolejnego artykuły Blogu Przemian. Mam nadzieję, że będzie pomocny nam wszystkim.

Dzisiejszy wpis jest trochę krótszy, niż inne (o średnio 100 słów), ale za to daję wam teraz muzykę, którą bardzo lubię i która niesie dla mnie bardzo ważny ładunek emocjonalny!

Do zobaczenia!

Jak grawitacja steruje naszym życiem

Alchemia prowadzi dalszą drogą.

To dość zabawne ale jakby nie mogę uwolnić się od alchemii. Kiedy już przestaję o tym myśleć, kiedy zakładam, że nie będę więcej czytać o Sztuce, wtedy staje się coś, co samo przyciąga mnie do dalszej drogi. Te niezrozumiałe ciągi zdarzeń, następujących po sobie myśli, różnorakich wniosków, zasłyszanych fragmentów słów, które odblokowują jakieś wspomnienia, które potrafią natchnąć do dalszych rozważań, często owocnych, które zdarzają się zawsze w tym Doskonałym Momencie. Nagle słyszę o Saturnie, zaraz ktoś wspomina o pierścionku, odpowiadam za pomocą słów, które ostatnio przeszły mi przez głowę i, nagle bach, rozmowa schodzi na zupełnie nowy tor a przede mną otwiera się jakby nowa ścieżka. Alchemia za mną podąża. Uczę się chodzić jej ścieżką i widzę, że przemierzam drogę z coraz większą łatwością.

Autor: Każdy z nas, zajmujących się alchemią, po kilku latach studiów

Galaktyka Nebula Mgławica Ślimak

Czytaj dalej

Oj daj Pan spokój z tą alchemią!

 Znowu kolejny artykuł o alchemii…

Cholera. Do tej pory dowiedziałem się chyba wszystkiego. No po prostu, nie ma już o czym mówić. Na nic ciekawego nie trafiam.

Po prawdzie, gdy ostatnio rzadziej studiuję alchemiczne teksty, tak właśnie jest. Mało nowych pomysłów związanych z naturą Słońca, czy też Wody, przychodzi mi do głowy. Wiem, że one tam są, nie dotarłem jednak jeszcze do kluczy, którymi bym je odblokował. I z tego powodu dzisiaj zupełnie nie o alchemii, serio :)

Reportaż fotograficzny, z Warszawy, niedzielnego dnia 19 czerwca.

Poprzedniego dnia usiadłem i sprawdziłem co się dzieje w Warszawie. Zapisałem sobie kilka interesujących wydarzeń i wyruszyłem w celu zapoznania się z nimi. By wyrobić się ze wszystkim, zacząłem od pójścia do kościoła. Msza tego dnia nie dotarła w pełni mojej uwadze, przez moje myśli przebiegały wnioski z dnia wczorajszego. Dla mnie to ciekawe, jak stopień skoncentrowania się na czymś wpływa na ilość przyswojonych informacji. Wyniosłem niewiele, jednak czułem, że tym razem niewiele z tych słów skierowanych jest do mnie. Lubię to w kościołach, że niemal zawsze usłyszę w trakcie liturgii coś, co znakomicie wpasowuje się w moment, w jakim teraz jestem. Gdy potrzebuję rady – dostaję ją. Gdy potrzebuję wsparcia – dostaje je. Gdy coś mnie zastanawia – słyszę odpowiedzi. Słowa dopasowują się do moich myśli. Rozumiem coś, czego nie rozumieją inni. Inni rozumieją coś, czego nie rozumiem ja. Wszyscy rozumiemy Słowo w pełni.

Wyszedłszy z kościoła, po wyjściu z metra, skierowałem się na ulicę Wiśniową. Zapisane miałem, że „Wietrzenie szaf” miało odbywać się pod numerem 43. Ruszyłem w zamierzonym kierunku. Moją uwagę przykuł „Spożywczy”.

Witryna sklepu spożywczego.

 Na końcu ulicy okazało się, że nie ma niej numeru 43. Jest 41. Chłopaka, który zapytał się mnie o godzinę, zapytałem się gdzie jest Wiśniowa 43. Odpowiedział mi, że w jedną stronę numery rosną, w drugą stronę maleją. Dopowiedziałem, że nie chodzi mi o ulicę, na którą wskazuje. Chodziło mi o prostopadłą. Stwierdził, że na niej też numery w jedną stronę rosną, w drugą stronę maleją. Podziękowałem, ruszyłem w kierunku, w którą miały rosnąć. Po drodze zapytany mężczyzna nie wiedział, gdzie miałaby być Wiśniowa 43. Pewnie gdzieś w parku – stwierdził. Miał na myśli skwerek. Wszedłem tam, usiadłem i sprawdziłem w internecie gdzie jest „Wietrzenie szaf”. Jest pod numer 46. Zobaczyłem, że do <nazwa> kawiarni prowadzą strzałki. Na szyldzie wisiały dwie parciane torebki z logiem „Wietrzenia szaf”. Zajrzawszy do kawiarni stwierdziłem, że tam chyba na kiermasz nie ma miejsca. Wyszedłem. Z bramy obok wyszła kobieta, weszła inna. Wszedłem w bramę. W wyłożonym biało-czarnymi płytkami korytarzu zobaczyłem rozklejone wlepki z fotografiami i wyjście na podwórze. Przeszedłem i wyszedłem na wewnętrzny trawnik. Tu miałem nadzieję znaleźć prezent dla mojej dziewczyny. Kilka kobiet stało ze swoimi ciuchami. Rozłożone miały je na prześcieradłach, kilka wywieszonych było na garażu, na drzewie, zaś jedna sprzedawczyni miała własny wieszak sklepowy. Ubraniom faktycznie należało się wietrzenie. Wśród kilku szmatek, nie dostrzegłem niczego modnego. Kobiety pozbywały się łaszków sprzed 3-4 lat. Szkoda czasu, wyszedłem szybko.

Uliczna wystawa

Następne w kolejności znalazło się Muzeum Plakatu w Wilanowie. Zawsze można znaleźć tam tak ciekawe wystawy. Otwarte ostatnio 25 Międzynarodowe Biennale Plakatu interesowało mnie szczególnie. Na taką okazję na pewno nie patyczkowali się. Wierzyłem, że rozsądnej dyrekcji znowu udało się stworzyć coś ciekawego na tej względnie niewielkiej przestrzeni. Po drodze napotkałem piknik historyczny, na którym kilku pasjonatów średniowiecza pokazywało zwyczaje, ubiór, broń i sposób mieszkania z okresu. Kowal wachlował swą dwuchawą, by rozgrzać kute żelazo. Kwatermistrz pokazywał swą kolekcję szabel, buzdyganów i pistoletów. Powiedział, że

 To muzeum, więc wszystkiego można dotykać

 Zebranym rozszedł się blask w oku. Każdy, po kolei, zaczął sięgać do kolejnych egzemplarzy. Kwatermistrz opowiadał o buławie, oznace statusu. O czymś, co miało służyć do walki z opancerzonym wrogiem. O pistoletach, które były takie ciężkie, by po nietrafionym strzale móc zlać przeciwnika w głowę kawałkiem żelastwa. Ruszyłem dalej. W namiocie obok prezentowano królewską jakość życia w podróży. Już w tamtych czasach trzymałby zdjęcie żony obok łóżka. Obok ustawiono stoisko z książkami, na które jednak nie spojrzałem – nie taki był mój cel, by oddawać się lekturze i kupować kolejne pozycje literatury. Idąc w stronę wilanowskiego Muzeum Plakatu, zauważam potykacz informujący o odbywającym się dzisiaj pokazie mody. Spojrzałem na zegarek. Zdążę. Według harmonogramu, teraz odbywają się przygotowania. Mam około 1,5 godziny na zobaczenie Biennalle – pomyślałem.

Kowal

 Tutaj nie będę wiele opowiadał. O ile będziesz w Warszawie, odwiedź tę wystawę. Jest udana i inteligentna. Znajdziesz tutaj plakaty związane z akcjami reklamowymi, polityczne, społeczne… Choć wystawa nie jest duża, jest co oglądać. W drugim budynku odnajdziesz interesujące przejścia plakatu w świat digitalu. Zobaczysz memy, plakaty VR i nowe środki wyrazu. Na mnie największe wrażenie zrobiło te 6 plakatów, które kurator wystawy umieścił na piętrze. Spotkamy się w nich z ugryźliwą, humorystyczną krytyką kapitalizmu i świata marketingu. Bilety są bardzo tanie (płaciłem bodajże 8 zł, ulgowy kosztuje 5 zł) i to naprawdę niewiele. To wystawa znacznie większa, niż np. ekspozycja rzeźb Dunikowskiego i Rodina w muzeum Dunikowskiego, na którą bilet kosztuje 14 zł (I jest jak najbardziej wart tej kwoty!!! POLECAM! Dla porównania, w czwartki do Zachęty możemy wejść za darmo. Byłem tak ze znajomymi na wystawie Pod-róż-ni-cy i… uważam, że 14 zł za Dunikowskiego to znacznie mniej, niż 0 zł za Pod-róż-ni-ków). A do tego, jak ktoś lubi, można nabyć całkiem niezłe plakaty w przystępnej cenie (tutaj oczko do kogoś, zajmę się tym, gdy tylko będę miał na to czas, obiecuję!).

Wystawa.

Plakat

 Skierowałem się ku przypałacowemu parkowi. Przy wejściu zauważyłem namiot poświęcony kaligrafii. Pod okiem kobiety z obsługi, troje dzieci z mamą siedziały przy czterech pulpitach i ćwiczyły zapis kolejnych liter. Zapytałem się mężczyzny stojącego obok czy udział w zajęciach jest płatny. Odpowiedział, że jest bezpłatny z biletem do parku. Świetna oferta, skorzystam kiedyś, teraz jednak nie miałem na to czasu. Podziękowałem i ruszyłem ku biletomatowi. Wejście do parku miało kosztować mnie 5 zł. 5 zł, które dawało mi jeszcze małą lekcję kaligrafii – świetny układ moim zdaniem. Dziewczyna o azjatyckich rysach sprawdziła mój bilet. Odziana była we flagowy t-shirt pokazu mustache.pl i fundacji Omenaa – grupka czarnych dzieci i kwiatów. Koszulka, unisexowa, z miejsca mi się spodobała. Mam zamiar kupić sztukę. O ile dobrze pamiętam, to był pierwszy raz w wilanowskim parku. Ładne miejsce. Urządzone w barokowym stylu. Z mnóstwem miejsca na spacery, przechadzki, rozmowy. Z ławeczkami, by usiąść. Nim zacznę zwiedzać, zorientuję się gdzie odbędzie się widowisko- pomyślałem. Mijając oranżerię, przez szybę, zauważyłem modelki przygotowujące się do wyjścia na wybieg. Stylistki uwijały się nad nimi. Makijażystki dokładały wszelkich starań, by wydarzenie było idealne. Przez szybę dostrzegłem 2 twarze znane mi z mediów, celebrytów jakiejś miary, nie udało mi się jednak w ramach wewnętrznego dialogu ustalić ich tożsamości.

Przygotowania

 Starsza Pani zauważyła, że z zamysłem robię zdjęcia. Poprosiła, bym zrobił jej zdjęcie w parku. Zgodziłem się. Podała mi tablet. Rozejrzałem się za kadrem. Powiedziałem, by stanęła w pobliżu fontanny. Postanowiła usiąść. Zamierzyłem się i zrobiłem zdjęcie. Wyszło zadowalająco. Przeszedłem kilka kroków i zrobiłem kolejne. Te dwa wyszły znacznie lepiej. Oddałem Starszej Pani tablet, usłyszałem podziękowania, pożyczyliśmy sobie miłego dnia. Ruszyłem ku wejściu oranżerii. Rodziny z dziećmi. Znudzeni prowadzący, usypiający przy stoisku John Lemon. Pytam się dziewczyny o azjatyckich rysach, kiedy zaczynają otwierać drzwi. Spodziewam się akcentu. Mówi czysto. Wejście jest od godziny 14. Dziękuję jej. Rodziny z dziećmi. Na boku widzę, jak grupa chłopców okłada się mieczami z balonów. Robię im zdjęcia. Jestem zafascynowany. Robię im kolejne zdjęcia. To złe zdjęcia. Zbyt szybkie. Nie wybrałem dobrych kadrów. Pani na zdjęciu się drapie. Idę w kierunku, gdzie potem poznaje bobry. Widzę gałąź ułamaną, otoczoną czerwono-białą siatką. Robię jej zdjęcia. Wygląda dla mnie jak miejsce zbrodni. Obracam się. Idę w drugą stronę. Na gzymsie pałacu zauważam interesującą mnie płaskorzeźbę. Zdjęcie wychodzi prześwietlone. Widzę w tym symbolizm natury. Schodzę schodami w dół. Za mną jakaś kobieta żartuje do swojej przyjaciółki, że jest mokra. Zalega cisza. Mężczyzna postanawia nie zrozumieć żartu. Odpowiada coś o pocie. Idę liściastą alejką, otoczoną krzewami. Grupa dwóch kobiet i mężczyzny idzie za mną przez chwilę. Na rozdrożu widzę statuę. Zrobię jej zdjęcie, jeżeli nie będzie widać śmietnika. I tak widać śmietnik, robię jej zdjęcie. Wychodząc, widzę brzeg akwenu wodnego. Na jego powierzchni unosi się kilka łódek. Idę prosto. Mijam łódkę dobijającą do przystani. Siedzą na niej chłopak i dziewczyna. Starszy pan krzyczy do nich komendy. On ma złapać ją za rękę, gdy dobiją do brzegu. Ona ma wstać. Robią co zalecone. Obok stoi dwóch mężczyzn z aparatami na statywach. Robię zdjęcie całej piątce. Bawi mnie to. Idąc dalej widzę rodzinę robiącą zdjęcia ślubne. Na zdjęciach nie widzimy tak wielu rzeczy.

Para na łódce.

 Przechodzę dalej. Podążam ścieżką pomiędzy dwiema wodami. Zadziwia mnie perspektywa. Chcę zrobię zdjęcie. Idzie para z wózkiem. Czekam, aż przejdą. Przymierzam się do strzału. W idealnym momencie, nie zauważyłem go przed pierwsze 3 sekundy, idzie mężczyzna. Robię perspektywie zdjęcie, on trafił w ten punkt. Migawka zapisuje czas. Idę dalej. Tabliczki. Widok na Morysin. Robię krajobrazowi zdjęcie. Myślę „Krajobraz z widokiem na Morysin”.

Widok na Morysin

 Przechodząc przez most, trafiam na wyspę. Tam mija mnie grupa młodych ludzi i matka co najmniej jednej z tych osób. Patrzymy się na siebie. Idę dalej. Wśród krzaków spostrzegam pomnik. Podchodzę do niego. Do pokazu zostało 12 minut. Nie chcę się spóźnić. Stawiam kroki szybciej. Po prawej zauważam drogę zagrodzoną 3 pniami. Na jednym z nich umieszczona jest tabliczka. Ryzyko zawalenia drzew. Tabliczka wygląda na co najmniej 5 letnia. Gdybym chciał coś ukryć, zrobił bym to dokładnie tak. Tylko częściej wymieniałbym tabliczki. Idę kawałek ścieżką. Drogę zatrzymuje mi zawalone drzewo, wyglądające na dość świeże. Moja ochota do pójścia dalej sięga zenitu. Za mało czasu. Zawracam. Tą samą ścieżynką, w przeciwną stronę, idzie grupa młodych ludzi i ich matka co najmniej jednej z tych osób.

Złamany pień

 Dochodzę do oranżerii. Pokaz niedługo się zacznie. Goście zapraszani są już do sali. Fotografowie robią zdjęcia modelkom. Ludzie tłoczą się przed czerwoną linią. Można przez nią spokojnie przechodzić. Biorę darmową oranżadę od Johna Lemona. Smakuje mi. Spoglądam na koszulki prezentowane na wieszaku. Pytam się dziewczyny ile kosztują. 80 zł. Przy sobie nie mam tyle, ale chętnie bym kupił. Kupię kiedyś. Zasiadam na widowni. Rozpoczyna się pokaz. Przy głośnym, afrykańskim rytmie czarnoskóre dzieci chodzą, ubrane w najnowszą kolekcje. Zewsząd błyskają flasze. Omenaa Mensah prowadzi uroczystość. Cóż za postać! Elektryzująca poza. Wapor afrykańskiej sawanny. Korona tego miejsca. Jej falujące włosy tworzą tę uroczystość. Postawa lwicy polującej na gazelę. Gazeli przy wodopoju. Poezja. Złączenie przeciwieństw. Po pokazie kroi przez moment ciasto. Dostaję od niej ostatni kawałek, nim idzie. Ruszają za nią fotografowie. Salę wypełniają celebryci. Nie interesują ich. Interesuje ich Omenaa. Robią jej zdjęcia. Nie mogą się nasycić jej postacią. Wszystkie oczy skierowane są na nią.

Omenaa Mensah kroi ciasto

Tutaj urywam opowieść (choć o koncercie i synchroniczności opowiem w dalszej części). Wprowadzam dygresję. Kilka dni potem dostaję zadanie w pracy. Opisania pewnego wydarzenia. Wydarzenie miało miejsce w parku Saski. A byłem w nim w powyższym opisie po raz pierwszy. Tworzę liryczny opis. Klient jest zachwycony. Kilka dni potem, w tym samym miejscu, odbywa się wydarzenie, które znowu prowadzi Omenaa Mensah. Jest na nim jedna osoba z pracy. Wspomina o Omenie. Jest zachwycona. Rozpływamy się z zachwycie nad Omeną. Koleżanka śmieje się, że w tym zachwycie zasłaniam nos jak mała pastereczka. Jest się czym zachwycać.

 I na tym kończę dzisiejszy wpis. Jeżeli chcesz czytać z niego alchemiczne treści, to musisz już czytać tylko to, czego nie napisałem (jak mówiłem na facebooku – dziękuję sam wiesz kto ;) ).

No dobra. To żeby tradycji stało się zadość, to wpierw musi się ona stać tradycją. Tak więc, najmilsza mi cześć – odnoszenie się do waszych wpisów :)

Smok – Słyszałem, że czas jest iluzją którą tworzymy sobie w głowie, by łatwiej organizować przestrzeń. Czy to nie ciekawa myśl?

Kurde, w ogóle zawsze tak mnie cieszy publikacja nowego wpisu. Lubię dla was pisać :)

No i…

Muzyczka

No tego, dziękówczeka. Za dotrwanie :) Do zobaczenia w następnym wpisie. Mam nadzieję, że tym razem terminowym ;)

Ukryta natura języka? Znowu jakieś pierdy!

Co napisać.

Znowu nie wiem o czym jest ten tekst. Mam napisać o czymś ciekawym, a tu kurna, tematyka bloga to alchemia. Alchemia to tylko jakieś pierdu-pierdu i EOT, nie ma o czym pisać.

Antyczna statua

Ostatnio czytałem o tym, że powstało coś takiego jak SMS abrevations. Gdy jakieś zwroty używane były szczególnie często, ich użytkownicy pisząc wiadomości tekstowe zaczęli kierować się ku ich krótszym formom. Jakie to proste i niesamowite jednocześnie. Załóżmy, że tworzę teraz tekstową abrewację SKZ.

Wiesz o co chodzi? Pomyśl, jak wiesz to szacun.

Ale raczej nie wiesz. Nie sądzę, że ktokolwiek wie. Dlaczego? Bo nikt w mowie potocznej nie mówi -Słońce – Księżyc – Ziemia. Co miałby mieć przez to na myśli?! Cholera jasna, co za pojebany typ.

No właśnie.

Koza w górach

A są zwroty, które są dla nas naturalne. Pytam ASL i jeżeli znasz choć trochę angielski wiesz – pytam się o wiek (Age), płeć (Sex) i lokalizację (Location). To zwrot, którego użycie zawiera się w ramach naszego codziennego doświadczenia. Spotykając się z ludźmi, od razu widzimy ich płeć i wiek. ASL to zwrot powstały do podrywania ludzi na chatach. Powstały dzięki internetowi. Nasz zwyczajny model postępowania został przeniesiony na świat, który w gruncie rzeczy jest modelem naszego świata (bo co mieli w głowie jego twórcy?). W rzeczywistym świecie nie musimy pytać się napotkanej osoby o L (lokalizację), bo widzimy, że jest obok – więc L jest zasadniczo zbieżne z naszym. Istnieje możliwość, że L nie jest zbieżne z naszym, jednak i to widzimy od razu – osoba mówi innym akcentem niż my. Osoba ma inny kolor skóry. Osoba nie mówi naszym językiem. Osoba ma inaczej brzmiące imię. Pytania A i S również są odrzucane z miejsca. Jednak internet sprawił, że sprawy mają się inaczej:

Teg21L: Cze

Egu1222: Cze

Teg21L: Skąd klikasz?

Egu1222: A co?

Czytaj dalej

Homunkulus – znowu próbuje Cię oszukać?

Zajmujesz się alchemią?

Masz przed sobą ciężką naukę! Do poznania tyle symboli i ukrytych za nimi znaczeń. Wiadomym jest przecież, że alchemicy od dawien dawna ukrywali w swoich tekstach multum znaczeń. Przecież alchemiczna wiedza jest zbyt potężna, by ujawniać ją komukolwiek.

(czytaj dalej 1600 słów…)

Nie. Dzisiaj inny post. Odniosę się do filmu, o którym ostatnio zrobiło się głośno.

Alchemiczny rysunek - Solutio Perfecta

z: Donum Dei; autor: -prawdopodobnie- George Aurach

Homunkulus

Czytaj dalej

Przede wszystkim Księżyc i Słońce

W tym tekście chcę dać Ci sposób na pewne poznanie całej rzeczywistości. Zaczynając od wstępu, powiem, że:

Nie mam zupełnie pomysłu co pisać tak stricte o alchemii. Bardzo się swego czasu praktyczną pracą zająłem i metafizyczne rozważania nie są teraz mi tak bliskie. Chodziło o to kiedyś, by mówić o rzeczach mym zdaniem niezwykłych. Jednak, gdy doświadcza się ich na co dzień, przestają być czymś niecodziennym. Stają się twardą materią świata.

W związku z tym przychodzi mi do głowy taki pomysł. Zaczynam pisać o tym, co spostrzegłem, że wynika z nauki alchemii.

Uśmiechnięty rumianek

A w gruncie rzeczy wynika z niej pewna uważność. Zdaje się ona również warunkiem wstępnym do rozpoczęcia zajmowania się nią. Trzeba wpierw zacząć spostrzegać te drobne rzeczy w świecie, które Isaac Newton czy też Carl Jung próbowali przekazać w swych pracach. Zobaczmy, że sami zawsze byli w pewnym momencie rozumienia, ich myśli znajdowały się zaś w jakiejś chwili. Pisząc coś chcieli przekazać, jednak kto nie czytałby ich prac, sam czyta je z własnej perspektywy.Co do niektórych możemy uważać, że mają znaczną myśl do przekazania. Alchemik jednak w pewnym momencie, właśnie poprzez trening uważności, zauważyć może, że w rzeczywistości te jego myśli…

Czytaj dalej

Ekologiczny przepis na Kamień Filozoficzny

Aaaby stworzyć dzieło graniczne Ars Magna, weź:

  • Liście bądź korzenie z roślin największej żywotności

  • Wodę zbieraną z płatków roślin, poranną, rosę
  • Zestaw omówionych wcześniej rozczynników
  • Swój czas pod lupę i przyjrzyj się mu – co widzisz?

Dzisiejszy post zaliczam do grona chaotycznych. Nie mam jego wcześniejszego planu i po prostu go teraz piszę. Mam kilka alchemicznych myśli w głowie – jednak czy uda mi się o nich opowiedzieć w jakikolwiek prosty sposób? Czy moja mowa będzie przejrzysta? Zaczniemy od:

Żyjemy w ekologicznym świecie. Chcąc stworzyć Lapis chcemy korzystać jedynie ze środków najwyższej ekologicznej czystości. Chcemy, by nie było zatrute RoundUpem, by nie było modyfikowane genetycznie. Chcemy korzystać jedynie z roślin, które zebraliśmy w naprawdę naturalnych warunkach. Dla dobrego przebiegu Wielkiego Dzieła.

Ach! Przecież powód tego jest oczywisty. Paracelsus, Awicenna – żyjąc mówili jedynie o użyciu roślin i środków naturalnie czystych. Mówili o idealnej naturalności i 7 planetach.

Ale…

Wielki atraktor

Dzisiaj znamy już znacznie więcej metali. Dzisiaj znamy również plastyki. Dzisiaj wiemy o chemikaliach trujących ludzkość.

Czy na pewno?

Czytaj dalej

O zmianie świata słowami

Nie pisałem tak długo. Zaczęło się od tego, że

Pisząc alchemiczny Przemian blog zawsze chcę mówić na temat i sensem. Chcę Ci coś dać, przekazać coś, co już wiem. Jednak czasem chyba za wysoko stawiam sobie poprzeczkę.

I tak powstają opóźnienia – gdy zamiast pisać dla Ciebie, brnę w chęć jakiegoś intelektualnego błysku. A tak robić nie powinienem- bo jeżeli mam do powiedzenia coś złotodajnego, i tak to powiem. Jeżeli zaś brnąć będę w jakieś wydumane wywody… wtedy kolejny artykuł znowu pojawi się za 3 miesiące…

Błyszczeć mocą rozumu naprawdę nie jest trudno- tutaj powiem o epistemologii, tam dam łaciński zwrot, i super - wygląda jakby pisał to ktoś naprawdę bystry.

Ale nie w tym rzecz! Ten artykuł ma nauczyć Cię mówić jasno tak, że poruszysz tkanką rzeczywistości! Samymi słowami! Nie wierzysz?

Czytaj dalej

Czy Żywioły są użyteczne także i dzisiaj?

Uwaga! Artykuł dłuższy niż zwykle

Znowu tu jestem. Rozumiejąc co było do zrozumienia jest znowu w tym samym punkcie. Przyswoiłem naukę dotyczącą żywiołów. Nie są aż takie istotne. Znacznie ważniejszy od nich jest Końcowy Efekt Pracy.

Powiem szczerze. Sam długo ignorowałem rzeczy najważniejsze. Pamiętam, gdy 5 lat temu z mojej głowy wystrzeliwały wciąż nowe idee. Każda z nich była rewolucyjne i mogła zmienić świat. Miałem wtedy taką moc zmiany wszystkiego!

I co?

I prowadzę teraz dla was (choć tak naprawdę dla Ciebie- nie znam Cię, nie wiem kim jesteś. Jednak, tak naprawdę, piszę to dla Ciebie. I mam to na myśli.) Przemian Blog.

Co w międzyczasie się stało?

W międzyczasie zrozumiałem, że myśl to tylko myśl. Me najbardziej rewolucyjne idee straciły na znaczeniu…

Choć mogłem mówić o nich godzinami. Naprawdę. Mogłem rozmawiać o nich. Dyskutować, Rozwijać myśl bez końca.

Potrafiłem pokazać, że mój Intelekt przewyższa każdego!

Zawsze!

Aż w końcu zrozumiałem.

Obraz I

Pies podający łapę panu.

To bez znaczenia.

Mogę mówić jakkolwiek. Ważne, by chciano mnie słuchać.

I, po prawdzie, każdy ma tak niezwykłe przemyślenia. Tylko nie każdy ma odwagę o nich mówić. Ja miałem. I ta moja odwaga w rzeczywistości zdawała mi się rozumieniem.

Obraz II

Saturn symbolizuje czas i jego upływ (rozróżnij).

Przechodzimy do tematu głównego:

Żywioły (czytaj więcej na stronie II, jeżeli nie wiesz gdzie szukać, możesz zechcieć dowiedzieć się z poprzedniego artykułu ;)żart. Pod przyciskiem printer friendly znajdują się odnośniki do dalszych stron