Jak grawitacja steruje naszym życiem

Alchemia prowadzi dalszą drogą.

To dość zabawne ale jakby nie mogę uwolnić się od alchemii. Kiedy już przestaję o tym myśleć, kiedy zakładam, że nie będę więcej czytać o Sztuce, wtedy staje się coś, co samo przyciąga mnie do dalszej drogi. Te niezrozumiałe ciągi zdarzeń, następujących po sobie myśli, różnorakich wniosków, zasłyszanych fragmentów słów, które odblokowują jakieś wspomnienia, które potrafią natchnąć do dalszych rozważań, często owocnych, które zdarzają się zawsze w tym Doskonałym Momencie. Nagle słyszę o Saturnie, zaraz ktoś wspomina o pierścionku, odpowiadam za pomocą słów, które ostatnio przeszły mi przez głowę i, nagle bach, rozmowa schodzi na zupełnie nowy tor a przede mną otwiera się jakby nowa ścieżka. Alchemia za mną podąża. Uczę się chodzić jej ścieżką i widzę, że przemierzam drogę z coraz większą łatwością.

Autor: Każdy z nas, zajmujących się alchemią, po kilku latach studiów

Galaktyka Nebula Mgławica Ślimak

Czytaj dalej

Oj daj Pan spokój z tą alchemią!

 Znowu kolejny artykuł o alchemii…

Cholera. Do tej pory dowiedziałem się chyba wszystkiego. No po prostu, nie ma już o czym mówić. Na nic ciekawego nie trafiam.

Po prawdzie, gdy ostatnio rzadziej studiuję alchemiczne teksty, tak właśnie jest. Mało nowych pomysłów związanych z naturą Słońca, czy też Wody, przychodzi mi do głowy. Wiem, że one tam są, nie dotarłem jednak jeszcze do kluczy, którymi bym je odblokował. I z tego powodu dzisiaj zupełnie nie o alchemii, serio :)

Reportaż fotograficzny, z Warszawy, niedzielnego dnia 19 czerwca.

Poprzedniego dnia usiadłem i sprawdziłem co się dzieje w Warszawie. Zapisałem sobie kilka interesujących wydarzeń i wyruszyłem w celu zapoznania się z nimi. By wyrobić się ze wszystkim, zacząłem od pójścia do kościoła. Msza tego dnia nie dotarła w pełni mojej uwadze, przez moje myśli przebiegały wnioski z dnia wczorajszego. Dla mnie to ciekawe, jak stopień skoncentrowania się na czymś wpływa na ilość przyswojonych informacji. Wyniosłem niewiele, jednak czułem, że tym razem niewiele z tych słów skierowanych jest do mnie. Lubię to w kościołach, że niemal zawsze usłyszę w trakcie liturgii coś, co znakomicie wpasowuje się w moment, w jakim teraz jestem. Gdy potrzebuję rady – dostaję ją. Gdy potrzebuję wsparcia – dostaje je. Gdy coś mnie zastanawia – słyszę odpowiedzi. Słowa dopasowują się do moich myśli. Rozumiem coś, czego nie rozumieją inni. Inni rozumieją coś, czego nie rozumiem ja. Wszyscy rozumiemy Słowo w pełni.

Wyszedłszy z kościoła, po wyjściu z metra, skierowałem się na ulicę Wiśniową. Zapisane miałem, że „Wietrzenie szaf” miało odbywać się pod numerem 43. Ruszyłem w zamierzonym kierunku. Moją uwagę przykuł „Spożywczy”.

Witryna sklepu spożywczego.

 Na końcu ulicy okazało się, że nie ma niej numeru 43. Jest 41. Chłopaka, który zapytał się mnie o godzinę, zapytałem się gdzie jest Wiśniowa 43. Odpowiedział mi, że w jedną stronę numery rosną, w drugą stronę maleją. Dopowiedziałem, że nie chodzi mi o ulicę, na którą wskazuje. Chodziło mi o prostopadłą. Stwierdził, że na niej też numery w jedną stronę rosną, w drugą stronę maleją. Podziękowałem, ruszyłem w kierunku, w którą miały rosnąć. Po drodze zapytany mężczyzna nie wiedział, gdzie miałaby być Wiśniowa 43. Pewnie gdzieś w parku – stwierdził. Miał na myśli skwerek. Wszedłem tam, usiadłem i sprawdziłem w internecie gdzie jest „Wietrzenie szaf”. Jest pod numer 46. Zobaczyłem, że do <nazwa> kawiarni prowadzą strzałki. Na szyldzie wisiały dwie parciane torebki z logiem „Wietrzenia szaf”. Zajrzawszy do kawiarni stwierdziłem, że tam chyba na kiermasz nie ma miejsca. Wyszedłem. Z bramy obok wyszła kobieta, weszła inna. Wszedłem w bramę. W wyłożonym biało-czarnymi płytkami korytarzu zobaczyłem rozklejone wlepki z fotografiami i wyjście na podwórze. Przeszedłem i wyszedłem na wewnętrzny trawnik. Tu miałem nadzieję znaleźć prezent dla mojej dziewczyny. Kilka kobiet stało ze swoimi ciuchami. Rozłożone miały je na prześcieradłach, kilka wywieszonych było na garażu, na drzewie, zaś jedna sprzedawczyni miała własny wieszak sklepowy. Ubraniom faktycznie należało się wietrzenie. Wśród kilku szmatek, nie dostrzegłem niczego modnego. Kobiety pozbywały się łaszków sprzed 3-4 lat. Szkoda czasu, wyszedłem szybko.

Uliczna wystawa

Następne w kolejności znalazło się Muzeum Plakatu w Wilanowie. Zawsze można znaleźć tam tak ciekawe wystawy. Otwarte ostatnio 25 Międzynarodowe Biennale Plakatu interesowało mnie szczególnie. Na taką okazję na pewno nie patyczkowali się. Wierzyłem, że rozsądnej dyrekcji znowu udało się stworzyć coś ciekawego na tej względnie niewielkiej przestrzeni. Po drodze napotkałem piknik historyczny, na którym kilku pasjonatów średniowiecza pokazywało zwyczaje, ubiór, broń i sposób mieszkania z okresu. Kowal wachlował swą dwuchawą, by rozgrzać kute żelazo. Kwatermistrz pokazywał swą kolekcję szabel, buzdyganów i pistoletów. Powiedział, że

 To muzeum, więc wszystkiego można dotykać

 Zebranym rozszedł się blask w oku. Każdy, po kolei, zaczął sięgać do kolejnych egzemplarzy. Kwatermistrz opowiadał o buławie, oznace statusu. O czymś, co miało służyć do walki z opancerzonym wrogiem. O pistoletach, które były takie ciężkie, by po nietrafionym strzale móc zlać przeciwnika w głowę kawałkiem żelastwa. Ruszyłem dalej. W namiocie obok prezentowano królewską jakość życia w podróży. Już w tamtych czasach trzymałby zdjęcie żony obok łóżka. Obok ustawiono stoisko z książkami, na które jednak nie spojrzałem – nie taki był mój cel, by oddawać się lekturze i kupować kolejne pozycje literatury. Idąc w stronę wilanowskiego Muzeum Plakatu, zauważam potykacz informujący o odbywającym się dzisiaj pokazie mody. Spojrzałem na zegarek. Zdążę. Według harmonogramu, teraz odbywają się przygotowania. Mam około 1,5 godziny na zobaczenie Biennalle – pomyślałem.

Kowal

 Tutaj nie będę wiele opowiadał. O ile będziesz w Warszawie, odwiedź tę wystawę. Jest udana i inteligentna. Znajdziesz tutaj plakaty związane z akcjami reklamowymi, polityczne, społeczne… Choć wystawa nie jest duża, jest co oglądać. W drugim budynku odnajdziesz interesujące przejścia plakatu w świat digitalu. Zobaczysz memy, plakaty VR i nowe środki wyrazu. Na mnie największe wrażenie zrobiło te 6 plakatów, które kurator wystawy umieścił na piętrze. Spotkamy się w nich z ugryźliwą, humorystyczną krytyką kapitalizmu i świata marketingu. Bilety są bardzo tanie (płaciłem bodajże 8 zł, ulgowy kosztuje 5 zł) i to naprawdę niewiele. To wystawa znacznie większa, niż np. ekspozycja rzeźb Dunikowskiego i Rodina w muzeum Dunikowskiego, na którą bilet kosztuje 14 zł (I jest jak najbardziej wart tej kwoty!!! POLECAM! Dla porównania, w czwartki do Zachęty możemy wejść za darmo. Byłem tak ze znajomymi na wystawie Pod-róż-ni-cy i… uważam, że 14 zł za Dunikowskiego to znacznie mniej, niż 0 zł za Pod-róż-ni-ków). A do tego, jak ktoś lubi, można nabyć całkiem niezłe plakaty w przystępnej cenie (tutaj oczko do kogoś, zajmę się tym, gdy tylko będę miał na to czas, obiecuję!).

Wystawa.

Plakat

 Skierowałem się ku przypałacowemu parkowi. Przy wejściu zauważyłem namiot poświęcony kaligrafii. Pod okiem kobiety z obsługi, troje dzieci z mamą siedziały przy czterech pulpitach i ćwiczyły zapis kolejnych liter. Zapytałem się mężczyzny stojącego obok czy udział w zajęciach jest płatny. Odpowiedział, że jest bezpłatny z biletem do parku. Świetna oferta, skorzystam kiedyś, teraz jednak nie miałem na to czasu. Podziękowałem i ruszyłem ku biletomatowi. Wejście do parku miało kosztować mnie 5 zł. 5 zł, które dawało mi jeszcze małą lekcję kaligrafii – świetny układ moim zdaniem. Dziewczyna o azjatyckich rysach sprawdziła mój bilet. Odziana była we flagowy t-shirt pokazu mustache.pl i fundacji Omenaa – grupka czarnych dzieci i kwiatów. Koszulka, unisexowa, z miejsca mi się spodobała. Mam zamiar kupić sztukę. O ile dobrze pamiętam, to był pierwszy raz w wilanowskim parku. Ładne miejsce. Urządzone w barokowym stylu. Z mnóstwem miejsca na spacery, przechadzki, rozmowy. Z ławeczkami, by usiąść. Nim zacznę zwiedzać, zorientuję się gdzie odbędzie się widowisko- pomyślałem. Mijając oranżerię, przez szybę, zauważyłem modelki przygotowujące się do wyjścia na wybieg. Stylistki uwijały się nad nimi. Makijażystki dokładały wszelkich starań, by wydarzenie było idealne. Przez szybę dostrzegłem 2 twarze znane mi z mediów, celebrytów jakiejś miary, nie udało mi się jednak w ramach wewnętrznego dialogu ustalić ich tożsamości.

Przygotowania

 Starsza Pani zauważyła, że z zamysłem robię zdjęcia. Poprosiła, bym zrobił jej zdjęcie w parku. Zgodziłem się. Podała mi tablet. Rozejrzałem się za kadrem. Powiedziałem, by stanęła w pobliżu fontanny. Postanowiła usiąść. Zamierzyłem się i zrobiłem zdjęcie. Wyszło zadowalająco. Przeszedłem kilka kroków i zrobiłem kolejne. Te dwa wyszły znacznie lepiej. Oddałem Starszej Pani tablet, usłyszałem podziękowania, pożyczyliśmy sobie miłego dnia. Ruszyłem ku wejściu oranżerii. Rodziny z dziećmi. Znudzeni prowadzący, usypiający przy stoisku John Lemon. Pytam się dziewczyny o azjatyckich rysach, kiedy zaczynają otwierać drzwi. Spodziewam się akcentu. Mówi czysto. Wejście jest od godziny 14. Dziękuję jej. Rodziny z dziećmi. Na boku widzę, jak grupa chłopców okłada się mieczami z balonów. Robię im zdjęcia. Jestem zafascynowany. Robię im kolejne zdjęcia. To złe zdjęcia. Zbyt szybkie. Nie wybrałem dobrych kadrów. Pani na zdjęciu się drapie. Idę w kierunku, gdzie potem poznaje bobry. Widzę gałąź ułamaną, otoczoną czerwono-białą siatką. Robię jej zdjęcia. Wygląda dla mnie jak miejsce zbrodni. Obracam się. Idę w drugą stronę. Na gzymsie pałacu zauważam interesującą mnie płaskorzeźbę. Zdjęcie wychodzi prześwietlone. Widzę w tym symbolizm natury. Schodzę schodami w dół. Za mną jakaś kobieta żartuje do swojej przyjaciółki, że jest mokra. Zalega cisza. Mężczyzna postanawia nie zrozumieć żartu. Odpowiada coś o pocie. Idę liściastą alejką, otoczoną krzewami. Grupa dwóch kobiet i mężczyzny idzie za mną przez chwilę. Na rozdrożu widzę statuę. Zrobię jej zdjęcie, jeżeli nie będzie widać śmietnika. I tak widać śmietnik, robię jej zdjęcie. Wychodząc, widzę brzeg akwenu wodnego. Na jego powierzchni unosi się kilka łódek. Idę prosto. Mijam łódkę dobijającą do przystani. Siedzą na niej chłopak i dziewczyna. Starszy pan krzyczy do nich komendy. On ma złapać ją za rękę, gdy dobiją do brzegu. Ona ma wstać. Robią co zalecone. Obok stoi dwóch mężczyzn z aparatami na statywach. Robię zdjęcie całej piątce. Bawi mnie to. Idąc dalej widzę rodzinę robiącą zdjęcia ślubne. Na zdjęciach nie widzimy tak wielu rzeczy.

Para na łódce.

 Przechodzę dalej. Podążam ścieżką pomiędzy dwiema wodami. Zadziwia mnie perspektywa. Chcę zrobię zdjęcie. Idzie para z wózkiem. Czekam, aż przejdą. Przymierzam się do strzału. W idealnym momencie, nie zauważyłem go przed pierwsze 3 sekundy, idzie mężczyzna. Robię perspektywie zdjęcie, on trafił w ten punkt. Migawka zapisuje czas. Idę dalej. Tabliczki. Widok na Morysin. Robię krajobrazowi zdjęcie. Myślę „Krajobraz z widokiem na Morysin”.

Widok na Morysin

 Przechodząc przez most, trafiam na wyspę. Tam mija mnie grupa młodych ludzi i matka co najmniej jednej z tych osób. Patrzymy się na siebie. Idę dalej. Wśród krzaków spostrzegam pomnik. Podchodzę do niego. Do pokazu zostało 12 minut. Nie chcę się spóźnić. Stawiam kroki szybciej. Po prawej zauważam drogę zagrodzoną 3 pniami. Na jednym z nich umieszczona jest tabliczka. Ryzyko zawalenia drzew. Tabliczka wygląda na co najmniej 5 letnia. Gdybym chciał coś ukryć, zrobił bym to dokładnie tak. Tylko częściej wymieniałbym tabliczki. Idę kawałek ścieżką. Drogę zatrzymuje mi zawalone drzewo, wyglądające na dość świeże. Moja ochota do pójścia dalej sięga zenitu. Za mało czasu. Zawracam. Tą samą ścieżynką, w przeciwną stronę, idzie grupa młodych ludzi i ich matka co najmniej jednej z tych osób.

Złamany pień

 Dochodzę do oranżerii. Pokaz niedługo się zacznie. Goście zapraszani są już do sali. Fotografowie robią zdjęcia modelkom. Ludzie tłoczą się przed czerwoną linią. Można przez nią spokojnie przechodzić. Biorę darmową oranżadę od Johna Lemona. Smakuje mi. Spoglądam na koszulki prezentowane na wieszaku. Pytam się dziewczyny ile kosztują. 80 zł. Przy sobie nie mam tyle, ale chętnie bym kupił. Kupię kiedyś. Zasiadam na widowni. Rozpoczyna się pokaz. Przy głośnym, afrykańskim rytmie czarnoskóre dzieci chodzą, ubrane w najnowszą kolekcje. Zewsząd błyskają flasze. Omenaa Mensah prowadzi uroczystość. Cóż za postać! Elektryzująca poza. Wapor afrykańskiej sawanny. Korona tego miejsca. Jej falujące włosy tworzą tę uroczystość. Postawa lwicy polującej na gazelę. Gazeli przy wodopoju. Poezja. Złączenie przeciwieństw. Po pokazie kroi przez moment ciasto. Dostaję od niej ostatni kawałek, nim idzie. Ruszają za nią fotografowie. Salę wypełniają celebryci. Nie interesują ich. Interesuje ich Omenaa. Robią jej zdjęcia. Nie mogą się nasycić jej postacią. Wszystkie oczy skierowane są na nią.

Omenaa Mensah kroi ciasto

Tutaj urywam opowieść (choć o koncercie i synchroniczności opowiem w dalszej części). Wprowadzam dygresję. Kilka dni potem dostaję zadanie w pracy. Opisania pewnego wydarzenia. Wydarzenie miało miejsce w parku Saski. A byłem w nim w powyższym opisie po raz pierwszy. Tworzę liryczny opis. Klient jest zachwycony. Kilka dni potem, w tym samym miejscu, odbywa się wydarzenie, które znowu prowadzi Omenaa Mensah. Jest na nim jedna osoba z pracy. Wspomina o Omenie. Jest zachwycona. Rozpływamy się z zachwycie nad Omeną. Koleżanka śmieje się, że w tym zachwycie zasłaniam nos jak mała pastereczka. Jest się czym zachwycać.

 I na tym kończę dzisiejszy wpis. Jeżeli chcesz czytać z niego alchemiczne treści, to musisz już czytać tylko to, czego nie napisałem (jak mówiłem na facebooku – dziękuję sam wiesz kto ;) ).

No dobra. To żeby tradycji stało się zadość, to wpierw musi się ona stać tradycją. Tak więc, najmilsza mi cześć – odnoszenie się do waszych wpisów :)

Smok – Słyszałem, że czas jest iluzją którą tworzymy sobie w głowie, by łatwiej organizować przestrzeń. Czy to nie ciekawa myśl?

Kurde, w ogóle zawsze tak mnie cieszy publikacja nowego wpisu. Lubię dla was pisać :)

No i…

Muzyczka

No tego, dziękówczeka. Za dotrwanie :) Do zobaczenia w następnym wpisie. Mam nadzieję, że tym razem terminowym ;)

Ukryta natura języka? Znowu jakieś pierdy!

Co napisać.

Znowu nie wiem o czym jest ten tekst. Mam napisać o czymś ciekawym, a tu kurna, tematyka bloga to alchemia. Alchemia to tylko jakieś pierdu-pierdu i EOT, nie ma o czym pisać.

Antyczna statua

Ostatnio czytałem o tym, że powstało coś takiego jak SMS abrevations. Gdy jakieś zwroty używane były szczególnie często, ich użytkownicy pisząc wiadomości tekstowe zaczęli kierować się ku ich krótszym formom. Jakie to proste i niesamowite jednocześnie. Załóżmy, że tworzę teraz tekstową abrewację SKZ.

Wiesz o co chodzi? Pomyśl, jak wiesz to szacun.

Ale raczej nie wiesz. Nie sądzę, że ktokolwiek wie. Dlaczego? Bo nikt w mowie potocznej nie mówi -Słońce – Księżyc – Ziemia. Co miałby mieć przez to na myśli?! Cholera jasna, co za pojebany typ.

No właśnie.

Koza w górach

A są zwroty, które są dla nas naturalne. Pytam ASL i jeżeli znasz choć trochę angielski wiesz – pytam się o wiek (Age), płeć (Sex) i lokalizację (Location). To zwrot, którego użycie zawiera się w ramach naszego codziennego doświadczenia. Spotykając się z ludźmi, od razu widzimy ich płeć i wiek. ASL to zwrot powstały do podrywania ludzi na chatach. Powstały dzięki internetowi. Nasz zwyczajny model postępowania został przeniesiony na świat, który w gruncie rzeczy jest modelem naszego świata (bo co mieli w głowie jego twórcy?). W rzeczywistym świecie nie musimy pytać się napotkanej osoby o L (lokalizację), bo widzimy, że jest obok – więc L jest zasadniczo zbieżne z naszym. Istnieje możliwość, że L nie jest zbieżne z naszym, jednak i to widzimy od razu – osoba mówi innym akcentem niż my. Osoba ma inny kolor skóry. Osoba nie mówi naszym językiem. Osoba ma inaczej brzmiące imię. Pytania A i S również są odrzucane z miejsca. Jednak internet sprawił, że sprawy mają się inaczej:

Teg21L: Cze

Egu1222: Cze

Teg21L: Skąd klikasz?

Egu1222: A co?

Czytaj dalej

Homunkulus – znowu próbuje Cię oszukać?

Zajmujesz się alchemią?

Masz przed sobą ciężką naukę! Do poznania tyle symboli i ukrytych za nimi znaczeń. Wiadomym jest przecież, że alchemicy od dawien dawna ukrywali w swoich tekstach multum znaczeń. Przecież alchemiczna wiedza jest zbyt potężna, by ujawniać ją komukolwiek.

(czytaj dalej 1600 słów…)

Nie. Dzisiaj inny post. Odniosę się do filmu, o którym ostatnio zrobiło się głośno.

Alchemiczny rysunek - Solutio Perfecta

z: Donum Dei; autor: -prawdopodobnie- George Aurach

Homunkulus

Czytaj dalej

Przede wszystkim Księżyc i Słońce

W tym tekście chcę dać Ci sposób na pewne poznanie całej rzeczywistości. Zaczynając od wstępu, powiem, że:

Nie mam zupełnie pomysłu co pisać tak stricte o alchemii. Bardzo się swego czasu praktyczną pracą zająłem i metafizyczne rozważania nie są teraz mi tak bliskie. Chodziło o to kiedyś, by mówić o rzeczach mym zdaniem niezwykłych. Jednak, gdy doświadcza się ich na co dzień, przestają być czymś niecodziennym. Stają się twardą materią świata.

W związku z tym przychodzi mi do głowy taki pomysł. Zaczynam pisać o tym, co spostrzegłem, że wynika z nauki alchemii.

Uśmiechnięty rumianek

A w gruncie rzeczy wynika z niej pewna uważność. Zdaje się ona również warunkiem wstępnym do rozpoczęcia zajmowania się nią. Trzeba wpierw zacząć spostrzegać te drobne rzeczy w świecie, które Isaac Newton czy też Carl Jung próbowali przekazać w swych pracach. Zobaczmy, że sami zawsze byli w pewnym momencie rozumienia, ich myśli znajdowały się zaś w jakiejś chwili. Pisząc coś chcieli przekazać, jednak kto nie czytałby ich prac, sam czyta je z własnej perspektywy.Co do niektórych możemy uważać, że mają znaczną myśl do przekazania. Alchemik jednak w pewnym momencie, właśnie poprzez trening uważności, zauważyć może, że w rzeczywistości te jego myśli…

Czytaj dalej

Ekologiczny przepis na Kamień Filozoficzny

Aaaby stworzyć dzieło graniczne Ars Magna, weź:

  • Liście bądź korzenie z roślin największej żywotności

  • Wodę zbieraną z płatków roślin, poranną, rosę
  • Zestaw omówionych wcześniej rozczynników
  • Swój czas pod lupę i przyjrzyj się mu – co widzisz?

Dzisiejszy post zaliczam do grona chaotycznych. Nie mam jego wcześniejszego planu i po prostu go teraz piszę. Mam kilka alchemicznych myśli w głowie – jednak czy uda mi się o nich opowiedzieć w jakikolwiek prosty sposób? Czy moja mowa będzie przejrzysta? Zaczniemy od:

Żyjemy w ekologicznym świecie. Chcąc stworzyć Lapis chcemy korzystać jedynie ze środków najwyższej ekologicznej czystości. Chcemy, by nie było zatrute RoundUpem, by nie było modyfikowane genetycznie. Chcemy korzystać jedynie z roślin, które zebraliśmy w naprawdę naturalnych warunkach. Dla dobrego przebiegu Wielkiego Dzieła.

Ach! Przecież powód tego jest oczywisty. Paracelsus, Awicenna – żyjąc mówili jedynie o użyciu roślin i środków naturalnie czystych. Mówili o idealnej naturalności i 7 planetach.

Ale…

Wielki atraktor

Dzisiaj znamy już znacznie więcej metali. Dzisiaj znamy również plastyki. Dzisiaj wiemy o chemikaliach trujących ludzkość.

Czy na pewno?

Czytaj dalej

O zmianie świata słowami

Nie pisałem tak długo. Zaczęło się od tego, że

Pisząc alchemiczny Przemian blog zawsze chcę mówić na temat i sensem. Chcę Ci coś dać, przekazać coś, co już wiem. Jednak czasem chyba za wysoko stawiam sobie poprzeczkę.

I tak powstają opóźnienia – gdy zamiast pisać dla Ciebie, brnę w chęć jakiegoś intelektualnego błysku. A tak robić nie powinienem- bo jeżeli mam do powiedzenia coś złotodajnego, i tak to powiem. Jeżeli zaś brnąć będę w jakieś wydumane wywody… wtedy kolejny artykuł znowu pojawi się za 3 miesiące…

Błyszczeć mocą rozumu naprawdę nie jest trudno- tutaj powiem o epistemologii, tam dam łaciński zwrot, i super - wygląda jakby pisał to ktoś naprawdę bystry.

Ale nie w tym rzecz! Ten artykuł ma nauczyć Cię mówić jasno tak, że poruszysz tkanką rzeczywistości! Samymi słowami! Nie wierzysz?

Czytaj dalej

Czy Żywioły są użyteczne także i dzisiaj?

Uwaga! Artykuł dłuższy niż zwykle

Znowu tu jestem. Rozumiejąc co było do zrozumienia jest znowu w tym samym punkcie. Przyswoiłem naukę dotyczącą żywiołów. Nie są aż takie istotne. Znacznie ważniejszy od nich jest Końcowy Efekt Pracy.

Powiem szczerze. Sam długo ignorowałem rzeczy najważniejsze. Pamiętam, gdy 5 lat temu z mojej głowy wystrzeliwały wciąż nowe idee. Każda z nich była rewolucyjne i mogła zmienić świat. Miałem wtedy taką moc zmiany wszystkiego!

I co?

I prowadzę teraz dla was (choć tak naprawdę dla Ciebie- nie znam Cię, nie wiem kim jesteś. Jednak, tak naprawdę, piszę to dla Ciebie. I mam to na myśli.) Przemian Blog.

Co w międzyczasie się stało?

W międzyczasie zrozumiałem, że myśl to tylko myśl. Me najbardziej rewolucyjne idee straciły na znaczeniu…

Choć mogłem mówić o nich godzinami. Naprawdę. Mogłem rozmawiać o nich. Dyskutować, Rozwijać myśl bez końca.

Potrafiłem pokazać, że mój Intelekt przewyższa każdego!

Zawsze!

Aż w końcu zrozumiałem.

Obraz I

Pies podający łapę panu.

To bez znaczenia.

Mogę mówić jakkolwiek. Ważne, by chciano mnie słuchać.

I, po prawdzie, każdy ma tak niezwykłe przemyślenia. Tylko nie każdy ma odwagę o nich mówić. Ja miałem. I ta moja odwaga w rzeczywistości zdawała mi się rozumieniem.

Obraz II

Saturn symbolizuje czas i jego upływ (rozróżnij).

Przechodzimy do tematu głównego:

Żywioły (czytaj więcej na stronie II, jeżeli nie wiesz gdzie szukać, możesz zechcieć dowiedzieć się z poprzedniego artykułu ;)żart. Pod przyciskiem printer friendly znajdują się odnośniki do dalszych stron

Jak działa rozum?

Choć każdy myśli po swojemu, są pewne regularności tej pracy:

Dostrzegam coś. Zza rogu poznania wyłaniać zaczyna się coś. W pewnym sensie czuję się wieszczo. Mam pewną świadomość tego dokąd to prowadzi.

Powiem szczerze. Nie mam szczególnego pomysłu na ten artykuł. Zamierzałem napisać dotyczący istoty symbolu. Wygląda na to, że mój aparat słowny jest na ten moment nie dość rozwinięty.

Obraz I

Czy da się przyśpieszyć wszystko?

Zamiast tego będę po prostu pisał ten artykuł i zobaczę, co z tego wyjdzie. Po prawdzie powiem (cicho, nie rozpowiadaj tylko!):

Ostatnio nie zajmuję się alchemią zbyt intensywnie.

z: Przemian blog; autor: Jerzy

Nie mam materiału do pracy. Dlaczego?

Spekulatywne gdybanie nie prowadzi mnie już dalej. Zrobił się z tego pożerający własny ogon wąż. Tak- spożywając się odtwarza się na nowo, zapewniając sobie ruch i dalsze istnienie. Jednak pozostaje w miejscu. Obrazuje co prawda ogólną zasadę istnienia (jedną z) i poruszając się i tak jakby pozostanę w tym samym miejscu. Jednak choćby taki pozorny ruch będzie pewnym rozwojem.

Obraz II

Jakie znaczenie ma mikroskopijny detal w dalszym cyklu οὐροβόρος ὄφις?

autor: Cleopatra z Miletu (3 w. n.e.)

Czas zacząć faktyczną pracę alchemiczną!

Dzisiaj jestem szczery… Tak naprawdę, to ja na razie alchemią zajmowałem się wyłącznie teoretycznie…

Nie stworzyłem do tej pory nawet najzwyklejszego eliksiru! Zajmowałem się badaniem symboli i alchemicznego poznania.

I tak od jakiegoś czasu próbowałem napisać słowa, które mogłyby zachęcić nas wszystkich do rozpoczęcia pracy laboratoryjnej. Może podświadomie przypuszczałem, że wy zainspirowani pomożecie mi samemu się do rozpoczęcia alchemiczno-laboratoryjnej pracy ;)

Chociaż… może podzielę się przemyśleniami znajomego alchemika, który dobrze ubrał to w słowa (za jego zgodą):

Wiesz co zależy jak będziemy pracę nad kamieniem rozpatrywali. Spotkałem się z paroma opisami. Jedni mówią, że to praca nad sobą. Inni mówią, ze praca stricte materialna. Patrząc na boa można dojść do wniosku, że to sama doświadczalna nauka. Takie składniki. taka temperatura, taki czas. Żadna magia. Z drugiej strony trzeba znać subtelne zmiany zachodzące w procesie, przykładowo zmiany kolorów i regulować temperaturę odpowiednio. Oczywiście praca nad kamieniem to zastąpienie przez człowieka działania natury. Więc albo musi zdać się na swoją wiedzę nabytą przez obserwację natury, albo poprosić Boga o inspirację. Aby wiedzieć, zobaczyć, kiedy ma coś zmienić w procesie produkcji. Swoją drogą zastanawiało mnie, czy ludzkie ciało można porównać do alchemicznego naczynia. I czy przez medytację sami nie uruchamiamy w nas takiego procesu jaki zachodzi w laboratorium. Słowem, czy kamienia też nie można wymedytować w sobie. A nie tylko stworzyć go w laboratorium i dodawać sobie z rana szczyptę do kawy ;)

z: rozmowa; autor: S.

Teraz rozmyślając co napisać dalej, przychodzi mi do głowy jeszcze trzecia strona tego równania. Bo z jednej- materialny Kamień, który zdaje się być (odległym) celem alchemii. Z drugiej- Kamień w ciele, powstały na skutek działania Kamienia materialnego. I jego trzecia warstwa- Kamień duchowy, oparty na wewnętrznym systemie myślowym.

Obraz III

Hermes w którego celują uzbrojone orły

autor: -nieznany-

Myślę, że analogię tego widzimy w postaci Hermesa. Jak wiemy, pełni rolę posłańca. Mniej znanym faktem jest to, że jest Trójkoronowany. Oznacza to, że włada nad królestwem minerałów, roślin i zwierząt.

W jaki sposób te 3 królestwa mają się do alchemika?

  • Królestwo minerałów jest światem, gdzie rzeczy po prostu są. W naszym przypadku możemy potraktować go jako materialny świat widziany gołym wzrokiem. Jeżeli ktokolwiek z nas stworzy Kamień Filozoficzny w formie materialnej, w tym świecie będzie można go dotknąć czy posmakować.
  • Królestwo roślin to świat żyjący. Jednak to życie jest ograniczone do wegetacji. Cykl życia rośliny obejmuje wzrost, wypuszczanie pąków, rozmnażanie, produkcję owoców i ponowne rozrastanie się, także wgłąb ziemi, korzeniami i do słońca, pędami. Świat roślin możemy porównać do ciała, w którym zachodzą różnorodne procesy, działają enzymy i ogólnie działa cała machineria.
  • Królestwo zwierząt zaś jest już światem, w którym pojawia się myśl. Zwierzęta, czy to foki, czy króliki, po części i ameby nawet, podejmują decyzję. Docierają do nich bodźce z zewnętrznego świata, które na swój sposób przetwarzają i według nich działają. Dla nas może oznaczać on tyle, co umysł- postrzeganie i myślenie.

A co z rozumem?

Więcej na stronie 2 (link poniżej, pod przyciskiem Print Friendly)

Jak mówić jasno i konkretnie?

Jest coś wyraźnie niedostępnego w poznaniu zmysłowym rzeczy.

Patrzę na otaczjacy mnie świat i zdaje mi się, że wiem. Widzę postać rzeczy. Zauważam w jaki sposób ta rzecz odziałuje. Jednak jej istota zdaje mi się stale uciekać.

Nie ulega wątpliwości, świat jest trudniejszy do opisu, niż się pozornie zdaje. Mogę opisać, że widzę teraz przed sobą licznych ludzi, część z nich stoi, część siedzi, z komórkami w ręku, lub bez. Autobusowe trzymadła, czerwono-kropkowane fotele z miejskim motywem i kasownik. Mój wzrok wodzi po powierchni. Takim opisem nie dostaję się do zasad świata, nie przekazuję nim w zasadzie nic poza samymi zmysłami. Nie ma w nim esencji autobusu, która nie ogranicza się do tego, że są wewnątrz niego ludzie i biletomaty. Wewnątrz metra i nowoczesnej stacji kolejowej też one są, jednak chyba zgodzimy się, że autobus zdaje się nie być dworcem kolejowym. Coś je różni.

Esencja.

Uczymy się też innej rzeczy. Alchemik jest na zewnątrz siebie, jak i wewnątrz. Mówiąc o siedzących ludziach nie mówię wciąż nic o esencji, tym razem siebie. Faktycznie, przez sito mojej percepcji docierają do mnie informacje o pewnych opisanych wcześniej obiektach, takich akurat z powodu jakiejś mojej konstrukcji psychicznej, jednak mnie w tym opisie nie ma.

Mówiąc tak o przyrodzie ślizgalibyśmy się po jej powierchni. Jeżeli słowne działanie ogranicza się do wskazywania obiektów, skutek wywierany na świat mową jest minimalny.

Przypomnijmy sobie: w alchemii wyróżniamy 3 główne budulce rzeczywistości- sól, siarka i rtęć (link otwiera się w nowej karcie). O tej ostatniej wiemy już, że, przez połączenie z Hermesem, posłańcem, łączy dwie wcześniesze.

Obraz I

Magia sympatyczna zakłada działanie na zasadzie podobieństw

z: 
https://digitalambler.wordpress.com/

Wypada teraz cofnąć się 2 kroki do przodu.

Tekst I

Księga dwunasta, jego Czara, czy też Monas

Ten wszechświat stworzyły nie ręce, lecz Słowo Stwórcy. Dlatego też miej go za wszechobecnego, wiecznego stwórcę wszystkich rzeczy. Za tego, który znajduje się ponad nami i poprzez swoją Wolę ukształtował wszystko, co istnieje. Oto bowiem jego Ciało – nienamacalne, niewidzialne, niezmierzone, nierozciągliwe, nieprzypominającego żadnego innego ciała. Nie jest ani Ogniem, ani Wodą, ani Powietrzem, ani Wiatrem, a jednak wszystko to od nich pochodzi. Jest Dobrem i imię to przeznaczył wyłącznie dla siebie. Jednak przyozdobił też Ziemię ornamentem Boskiego Ciała. Przysłał na nią Człowieka, nieśmiertelną i śmiertelną istotę. Człowiek otrzymał więcej od innych żywych stworzeń i Świata, dzięki Mowie i Umysłowi.

z: Boski Pymander; autor: Hermes Mercurius Trismegistos; wydawnictwo: Amoryka

Powiem od razu- o dzisiejszym temacie nie jest mi łatwo pisać. Brakuje mi jeszcze kunsztu, by mówić łatwo o czym chcę teraz powiedzieć. Dlatego też artykuł jest opóźniony o 4 dni. Musiałem przemyśleć jak to napisać, dotrzeć do odpowiednich informacji, ubrać w słowa wizje towarzyszące ostatniej lekturze.

Obraz II

Jedno z podstawowych alchemicznych naczyń

Posłużę się analogią. Patrząc na alchemiczne naczynie (link otwiera się w nowej karcie) widzimy jego kształt, położenie, być może również co znajduje się wewnątrz.

I to jest właśnie to ślizganie się po powierzchni. Oglądając kształt rzeczy nie można wywnioskować o ich naturze, właściwościach.

W tym naczyniu znajdują się pewne elementy. W jakiś sposób musimy do nich dotrzeć, wszak przemiana jest równie wewnętrzna, co zewnętrzna- co zmienia się wewnątrz naczynia, zmienia się także w otaczającym świecie. Zrozumiałym jest, by być w stanie zachować pełną kontrolę nad procesem, powinniśmy mieć wgląd także w zawartość. Jak to zrobić?

Tekst II

Cofnięcie się do wytworzeniowego zachowania jestestwa do bytu jako niejawnego horyzontu rozumienia essentia i existentia

Pośród pojęć charakterystycznych dla essentia wymieniliśmy μορφή [forma], εΐδος [rodzaj] (forma – nawiasy okrągłe- jak w książce, nawiasy kwadratowe – moje dopiski), τό τί ήν εΐναι (to, co było już bytem, istota) [Google tłumaczy to jako "Czego nie ma"], a także γένος [znowu rodzaj- nie znam greki i korzystam tutaj z Google translate :p], φύσις [natura] (przyroda), όρος [termin], όρισμός (definitio) i ούσία [substancja]. Tym, co określa rzeczowość w bycie, jest jego kształt. Coś kształtuje się tak a tak, staje się tym a tym. Wyraz ten pochodzi ze sfery naoczności zmysłowej. Myśli się przy tym od razu o kształcie przestrzennym. Termin μορφή trzeba jednak uwolnić od tego ograniczenia. Nie chodzi tylko o kształt przestrzenny, lecz o całą postać bytu pozwalającą odczytać, czym on jest. Z kształtu i postaci danej rzeczy wnioskujemy, jak się z nią sprawy mają. Nadawanie postaci i kształtu zapewnia rzeczom wytwarzanym i wytworzonym własny wygląd. Wyglądanie stanowi ontologiczny sens greckiego wyrażenia εΐδος albo ίδέα [pomysł, idea]. W wyglądzie rzeczy oglądamy, czym ona jest, jej rzeczowość, jej upostaciowienie. Jeśli rozważyć byt, który spotykamy w spostrzeżeniu, to trzeba powiedzieć: wygląd czegoś opiera się na jego postaci. Kształt nadaje rzeczy wygląd. W odniesieniu do pojęć greckich: εΐδος, wygląd, jest ufundowany, ugruntowany w μορφή, w postaci.

Dla greckiej ontologii wszakże związek fundowania między εΐδος a μορφή, wyglądem a postaciom, jest właśnie odwrotny: nie wygląd ma oparcie w postaci, lecz postać, μορφή, ma ugruntowanie w wyglądzie. Tę relację fundowania można wyjaśnić tylko w ten sposób, że przyjmujemy, iż żadnego z tych dwóch Pies ze znakiem stop …… [w skrócie- wiele razy powtórzone te same słowa i słowa w stylu jaść, cość i sobowość (tego ostatniego nie jestem pewien, ale gdzieś się autorowi pewnie udało takie)]

z: Podstawowe problemy fenomenologii; autor: Martin Heidegger; wydawnictwo: Aletheia

To jest jakieś czcze gadanie. Zachwycanie się własnymi słowami. Pewnie, każda lektura może mieć sens ale wybacz, nie będę dalej Cię męczył.

Szanuję Twój czas. Więcej przeczytasz na stronie 2, link poniżej, pod Printer Friendly (jeżeli chcesz przerobić artykuł na pdf albo ładnie go wydrukować, po późniejszej lektury – proszę, to dla Ciebie)