Co kryje się za granicami poznania?

0 Flares Facebook 0 0 Flares ×

Jesteśmy ludźmi, którzy myślą zmieniają świat.

Wydaje mi się, że wiele można by powiedzieć na ten temat… Jednak, zawsze jakoś tak te moje slowa nie mogą znaleźć zaczepu. Błądzę po labiryncie błędnych ścieżek, nie wiem, jak znaleźć Tę Jedyną. Czuję, że za każdym rogiem czai się niebezpieczeństwo. Jako alchemik, jestem osobą dyskretną. Jednak czasem nachodzą mnie lęki.

Arystoteles mówił o czymś, na co nazwę znaleźć mógł dopiero w porównaniu do drewna – hyle (ὕλη), Materia Pierwsza – ta, z której zbudowana jest każda inna materia. Było to jego zdaniem coś, co poprzedza istnieniem każdą rzecz. W Materii Pierwszej tkwi potencjał istnienia każdej rzeczy. Ona jest też jakby czymś, co sprawia, że każda rzecz może zaistnieć. Ten jej potencjał odbija się w obie strony. Z jednej strony jest faktem negatywnym, potencjałem bycia w tym miejscu dowolnej innej rzeczy, jak i faktem pozytywnym, faktycznym stanem rzeczy.

Zdjęcie łyżki na kropkowanej powierzchni

z: pixabay.com

Zastanawiać może fakt, jak Arystoteles mógł dojść do takiego wniosku. Możemy przypuszczać raczej, że w pierwszej kolejności musiał sobie wymyślić tak wniosek. Skąd jednak przyszedł mu on do głowy? Możemy przypuszczać w pierwszej kolejności, że był czczą fantazją – konceptem zupełnie oderwanym od rzeczywistości, który uroił się jedynie w głowie filozofa oderwanego od świata, żyjącego w nierealnym świecie idei. Jednak pomyślmy o czymś jeszcze.

W starożytności materiały do zapisu nie były szczególnie powszechnym towarem. Zdecydowanie nie każdy był w stanie pozwolić sobie na źródła piśmiennicze – o ile nawet ktoś mógłby wytworzyć tusz samemu, rozcierając odpowiednie rośliny i popioły, z wodą i olejami, mógłby też zrobić nawet papirus własnoręcznie, płótno etc., to musiał na to poświęcić ogrom czasu. Zauważmy jego poświęcenie temu tematowi w tym momencie. Ktoś chciał podzielić się jakąś myślą dla potomności. Jego chęć popchnęła go do tego, aby zacząć to dzieło. Zaczął wytwarzać materiały potrzebne do tego, by móc to dzieło stworzyć. W czasie wytwarzania materiałów potrzebnych do stworzenia dzieła, był poświęcony temu dziełu. Dawał dojrzeć mu w sobie. Gdy stworzył już materiały, jego myśl stawała się jeszcze wznioślejsza, przez dopracowanie, dojrzewanie. On sam miał w głowie myśli wyższe. I w tym momencie, mając materiał do zapisu myśli, o którym wiedział, że poświęcono mu czas, znał jego koszt, decydował, czy naprawdę spisze to, co miał zamiar spisać na samym początku zaczynania dzieła.

Ora et labora

Mówi alchemiczne porzekadło. Tkwi w nim niezwykła moc. Pomyślmy o tym, jak wielka moc może tkwić w zdaniach. Musimy zastanowić się nad tym, Po prostu – zastanówmy się nad jego znaczeniem.

Ora et labora – Módl się i pracuj (to ograniczone znaczenie tego hasła – zainteresowany, szukaj sam). Odnosi się do zasady benedyktynów, średniowiecznych mnichów. Naprawdę bardzo chciałbym móc powiedzieć Ci o jego znaczeniu. Jednak o niektórych rzeczach musimy milczeć. Taki jest nasz alchemiczny obowiązek. Tylko tak możemy powiedzieć o tej rzeczy. Mógłbym teraz zechcieć Ci wyjaśniać znaczenie tego pojęcia. Ale wtedy byłbym głupcem! Liczyłbym, że zrozumiesz tak, jak Ja zrozumiałem kiedyś. Ale przecież jesteś innym człowiekiem! U Ciebie słowa znaczą coś innego. Dlatego, jeżeli chcę powiedzieć Ci o jego znaczeniu… muszę być cicho. Nie mogę dawać Ci żadnych przedsądów. Nie mogę Ci niczego sugerować. Po czasie muszę tylko sprawdzić, czy nasze wnioski zgadzają się ze sobą. A, żeby do tego mogło dojść, muszą wpierw Twoje wnioski urosnąć do pewnego momentu. I dopiero wtedy będziemy mogli się… nie rozmawiać o tym. Będziemy mogli o tym modlić się pracować. Niektóre rzeczy MUSZĄ pozostać w ciszy.

Serce wycięte na drzewie, brzoza

z: pixabay.com

Nie chodzi tutaj o to, że wiążą nas sekrety, że ktoś nam o czymś nie pozwala mówić. Chodzi o to, że o niektórych rzeczach po prostu MUSIMY milczeć, bo o nich nie da się powiedzieć. W pewnym momencie takie twierdzenie może wydawać się nam absurdalnie oczywiste – po prostu, nie jesteśmy w stanie o wszystkim powiedzieć. Ale pomyślmy o tym jeszcze przez moment. Sama ta myśl zawiera w sobie pewną zawartość, której nie można wymówić. Być może, kontemplując ten koncept, rozważając przy tym słowa

Ora et labora

lub też

Solve et coagula

moglibyśmy dojść do pewnych wniosków. Tutaj zrobię małą dygresję. Czasem przez niektórych posądzany jestem, że mówię coś w sposób niezrozumiały – jednak zaraz potem słyszę, jak wypowiadają to, co chciałem przekazać. Hamuje nas czasem niewiara we własne siły rozumienia. Za bardzo czasem chcemy polegać na tej logiczno-racjonalnej półkuli. Stwierdzić, że coś nie odnosi się bezpośrednio do tematu i zaprzestać już rozumienia danego znaczenia. Koncentrujemy się czasem na tej widocznej części przekazu, gdy niewidoczna, ta prawdziwa, pozostaje ukryta. Mimo to wszystkim wydaje się wtedy, że mówią do siebie bardzo jasno.

Niektóre rzeczy możemy powiedzieć tylko milcząc.

Autor: Jakaś myśl krążąca w polu morfogenetycznym, na którą akurat trafiłem myślą :p

Nie wiem, czy dzisiejszy wpis zdaje się być bardzo chaotyczny, czy może widzisz w nim jakiś ukryty porządek. Ostatnio wydarzyło się w moim życiu sporo rzeczy. Zaczęło się od tego, że w trakcie ślubu przyjaciela kościół wypełnił się mlecznym, przezroczystym blaskiem. Widziałem to nie tylko ja – goście spoglądali na siebie zadziwieni. Był to iście magiczny moment. Dziecko z dziwności zaczęło się śmiać, niekontrolowanie i wesoło przez minutę. Potem, zainspirowany tym momentem, zastosowałem wiedzę alchemiczną w praktyce. Okazało się, że ze zwykłych rzeczy, jakie mamy w domu, jesteśmy w stanie stworzyć coś zupełnie niezwykłego. Wymieszać, medytując przy tym, i nagle otrzymujemy coś o niecodziennych właściwościach. Środek, który, gdy czyścisz nim drewno, sprawia, że to wygląda o 10 lat młodziej. W gruncie rzeczy to pewnie zwykła chemia – ale chodzi o ten magiczny moment inspiracji, w którym po prostu wiesz, co robisz. I nagle wszystko zaczyna układać się samo.

Mars - obraz - alchemia

Autor: Nie potrafię rozczytać na grafice… :)

O niektórych rzeczach nie można też mówić, by nie mówić głupio i mylnie. Tak czy siak, moja była partnerka była przeciwko moim alchemicznym zainteresowaniom. Ten moment niezwykłości w kościele, potem stworzenie mieszanki, którą, by tylko zobaczyć jej reakcję (paniczną!) nazwałem przy niej Eliksirem, sprawiło, że wtedy obecna stała się byłą. Tyle energii zostało ze mnie uwolnione – jak atom, do którego dostarczono energię i jego elektrony weszły na wyszły poziom wibracji! To naprawdę ciekawe, że w pewnym momencie możesz zauważyć, że prawdą jest powiedzenie, że

Wszystko jest wibracją. Wszystko jest energią.

Autor: Moja przyjaciółka J, której kiedyś niedowierzałem

Nasze wibracje rozchodzą się we wszystkim. Chłoniemy wibracje ze świata. Razem splatamy się w takim miłosnym splocie, ze wszystkim. Myślę, że o tym suficcy mistrzowie mówili, jako o kochankach, o przyjaźni. To naprawdę ciekawe, jak mała zmiana w naszej wibracji przekłada się do ogromnych zmian w świecie materialnym. Będąc jeszcze z moją byłą myślałem sobie, że muszę się z nią rozstać, bo ma dla mnie za niskie wibracje. Szkodzi mi. Przez to ja też jej szkodzę, bo powstaje we mnie frustracja. Nie zrozum mnie proszę źle, że mówię teraz, że byłem od niej lepszy – po prostu żyła na trochę innym poziomie rzeczywistości. Oboje trwoniliśmy swoje duże pokłady energii. Teraz nagle uwolniłem skumulowane pokłady energii. Przeglądam stare zdjęcia, sprzed pamiętnej dla mnie mszy, i po nich. Widzę w nich różnice w kolorze, w perspektywie, w temacie. Coś się we mnie zmieniło. Pomogła mi pewna medytacja, którą przedstawię w najbliższą środę na FP BP ( :p).

Jak i wcześniej, co jakiś czas zdarza mi się wyruszyć na spacer fotograficzny. Tyle się dzieje. Można zobaczyć tyle niezwykłości. Ostatnio też wiele nagrywam na dyktafon – moje rodzime miasto (które ktoś może odgadnąć z przynajmniej jednego zdjęcia, które jednak pozostawię tutaj tajemnicą) niesie tyle muzyki, tyle śmiechu. Zacząłem słyszeć go regularnie po Festiwalu Przemiany, który 1-4 września 2016 miał miejsce w Centrum Nauki Kopernik. Mam wrażenie, że coś to faktycznie Przemiany był Festiwal ;) Wszystko jest nagle jakby inne. Prawdziwe. Jakby przestało być odwieczną symulacją komputerową, a stało się rzeczywistym światem. Jakbyś nagle wyszedł z matriksa. Dalej jesteś w tym świecie, dalej wszystko jest identyczne, ale w tym samym momencie nic już nie jest takie samo – wszystko jest dokładnie takie, jak było od zawsze. Jest zupełnie inne. Wchodzisz do świata paradoksu, gdzie wszystko układa się doskonale. Ludzie nagle zaczynają mówić bez słów. Ujawnia się ukryty porządek.

Kokon motyla na drzwiach

Na dzisiaj to tyle. Jeżeli nie rozumiesz, nie martw się – ja pisząc też nie do końca (przynajmniej teraz) :) Piszę to, co dyktuje mi serce. Dla mnie to też jest zawsze ciekawe – pisząc coś na Blogu Przemian mam w głowie pewną myśl (chociaż nie zawsze, czasem stukam w klawisze jakkolwiek, spożywczy wcześniej napoje różne…), która rośnie we mnie w czasie – gdy wracam do dawnych wpisów, widzę w nich coś zupełnie innego, niż kiedyś. Dlatego jestem ciekaw, co ów artykuł będzie oznaczał dla mnie za rok :) A, i taki PS., przed realnym PSem, ale jako takie wtrącenie przed wasza (moją uwlelbianą ^^) korespondencją: Chciałem w tym artykule podać jakiś ładny cytaty, ale publikacja nie może cierpieć dlatego, że nie mogę znaleźć niczego odpowiedniego. Podam jakiś ładny wkrótce na fanpage :)

No, i co do waszych komentarzy:

S – Następną częścią po Tańczącym z Pomarańczami 3 jest Elegancja Francja 5 :p

S (inny) – Tak myśląc o tej przeszłości to zdaje mi się, że niejeden sekret może skrywać a w tych drobnych słowach kryje się czasem cała tajemnica ;)

Aaa – Z pewnością nie jest to rzecz dla zabawy. Może istnieją jakieś sposoby na jego kontrolowanie? Skoro zachodzi w nas, sensownym byłoby stwierdzenie, że w takim razie droga do zapanowania nad tym procesem prowadzi przez zapanowanie nad nami samymi. Dziękuję.

Na dzisiaj to tyle. Mam nadzieję, że nie jest przeesadnie chaotycznie – coś jednak powinno dać się z tego wyłowić :) Mam przynajmniej taką nadzieję!

A w ogóle nie komentujecie na blogu – spoko, rozumiem, interface trochę ssie :p W końcu się zmotywuję tak na 1500 i przeniosę wreszcie bloga na inny serwis. Tutaj nie można korzystać z wielu fajnych funkcjonalności, np. właśnie z wygodnego komentowania. Będzie. Daje sobie termin do końca września.

Jeszcze jedno – rozmawiałem ze starszą kobietą z autobusu, o której pisałem poprzednio. Na pytanie, czy chciałaby pralkę odrzekła, że przecież wtedy musiałaby płacić wyższe rachunki. Byłem u Pani S. z dziewczyną, która również pomagała jej nieść zakupy. Rozmawiałem też z nią ostatnio. Ze smutkiem stwierdziła, że nie wie, jak pomóc Pani S., którą jakiekolwiek pytanie o pomoc kwituje prośbą o pieniądze. Trudno jest pomóc takiej osobie. Lodówki tak czy siak nie chce… Ale i tak dziękuję wam za wasz gromki odzew!

No i muzyczka.

Muzyczka

I do przeczytania (zobaczenia?)!

0 Flares Facebook 0 0 Flares ×

Informacje o Jeż

Jestem studentem i pracuję.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>