Moment olśnienia – co sprawia, że rzeczy zaczynają się dziać?

0 Flares Facebook 0 0 Flares ×

Znowu przyszedł ten dzień…

Zastanawiam się, co to wszystko mogło znaczyć. Nagle, przed moimi oczyma pojawiły się różnorakie wizje. Początkowo wywołały we mnie pewien strach. Po czasie dostrzegam, że były swego rodzaju językiem rozumienia świata. Mój mózg dostrzegł rzeczy zbyt odbiegające od codziennego postrzegania, rozumienia. Musiał to wszystko ubrać w jakąs formę dla siebie przetwarzalną.

Badając alchemię, zastanawiamy się…

Jaka jest ta droga? Mam przed sobą tak wiele różnych symboli. Jeżeli wyłuskam z nich prawdę, wtedy wreszcie zacznę ją widzieć. Wiem, że nie mogę popełnić żadnego błędu. Musi być jakiś ogólny sens tego wszystkiego. Jeżeli wytrwam w moich naukach, jeżeli dalej będę podążać ścieżką, która wciąż nie daje rezultatów, wtedy, dzięki prawdziwej wierze, uzyskam dokładnie to, do czego dążę. Wszak dąże do tego, bo wiem, że do tego dotrę. Na razie, jak dziecko w mroku przez labirynt.

Jednym z powiedzeń sufickich, które szczególnie lubię, jest:

Sułtan urządził wielką ucztę. Nie bał się jednak złodziei, ponieważ ze stołu każdy miał wziąć dokładnie to, co jego.

Autor: Niepamiętany teraz z nazwiska przeze mnie autor suficki

Z jakiegoś powodu może Nam się skojarzyć to z nicią Ariadny. Jedyną, swego rodzaju drogą, która prowadzi do tak pięknie opisywanego Wielkiego Dzieła. Jeżeli będziemy nią podążać, na pewno dotrzemy do garnca na końcu Tęczy.

Grafika I

 Iris' Irises On rainbow

Z jakiegoś powodu także, gdy mówimy o takich legendach opisujących powstanie języka, możemy dotrzeć także do (bodajże greckiej lub rzymskiej) legendy: Ktoś wielki zabił kiedyś smoka. Zebrał jego zęby. Gdzie szedł, rozrzucał po zębie. Gdzie rzucił ząb, wyrastała armia. Ta pozornie bezsensowna historia nabiera sensu, kiedy spojrzymy na nią punktu widzenia antropologii, gdzie z jednej strony smoka możemy skojarzyć z chaosem, z drugiej z kolei możemy zobaczyć pewną analogię do pisma.

Grafika 2

Ewolucja człowieka - schemat

z: internety

Antropolodzy (nie pamiętam w tym momencie nazwiska, z tego co pamiętam, chyba nie było odosobniony w swoich tezach) przypuszczają, że źródłem państwowości mogło być… pismo. Przed powstaniem pisma słyszelibyśmy być może, że obok nas mówi jakiś obcokrajowiec. Moglibyśmy z tego powodu odczuć niepokój, nieznając jego kultury i czego spodziewać się po takim nieznajomym. Jednak w momencie przez pismem, ilość mów była względnie bogata – język zawsze był jakiś sposobem porozumiewania się grupy. Z reguły funkcjonował na dość lokalnym poziomie – bo choć o podobnej składni, to opisujący trochę inny świat społeczny, otoczenie, reguły, wartości, obserwowane zjawiska, byty innych rzędów (np. swego rodzaju skupiska entropii – “roztrzaskiwanie szklanek o podłogę” wygląda względnie na tyle podobnie, że można, nazwać je “roztrzaskiwaniem szklanek o podłogę” wzorce – np. grawitacja). Ludzie, żyjąc w innych warunkach (gdzie są szklanki i nie ma szklanek; gdzie jest podłoga i gdzie jest coś zamiast podłogi – etc.), w różnych systemach wartości (bo jednych “roztrzaskiwanie szklanek” boli, innych nie boli). Tym sposobem, każdy lokalny język był trochę inny. Trudno było uchwycić szczególnie różnice – faktycznie, niektórych po prostu nie rozumieliśmy. Ale inni, których częściowo nie rozumieliśmy, mieli swoje słowa i zwroty, które rozumieliśmy. Niektóre z nich brzmiały bardzo podobnie. Do tego, w większości, gdy np. unosiliśmy im dłoń, oni również unosili nam dłoń i rozchodziliśmy się w pokoju. W pewnym momencie pojawiło się coś jeszcze. Pojawiły się znaki i pismo. Zaczęliśmy zauważać, że inni porozumiewają się w inny sposób. Pismo działało w większej grupie. Mogliśmy zobaczyć już, że jedno pismo działa na odległych krańcach… państwa – glejt tu rozumieli, tu rozumieli, tu już musieli się mu dłużej przyjrzeć. A skoro taki, a taki język jest u nas urzędowy, to widocznie oni nie działają już u nas, przynajmniej na poziomie urzędowym.

Grafika 3

 Wirtualny Urząd ZUS

Dlaczego piszę takie rzeczy, gdy mówię o czymś takim, jak alchemia? To przecież zupełnie bez znaczenia! Alchemia, to planety, to naczynia laboratoryjne, to Słońce i Księżyc, to monada. A Ty mi opowiadasz tutaj o jakichś urzędnikach i różnicach w lokalnych dialektach. Może wolisz poczytać na tematy bezpośrednio związane z alchemią – wtedy polecam ten i ten :) Możesz chcieć polubić stronę Blogu Przemian na Facebook’u i być na bieżąco z tematami stricte alchemicznymi. Być może zechcesz wrócić tu w swoim czasie, bo ja do niczego namawiać na siłę nie lubię :)

Pomyślmy jeszcze przez moment o tych urzędach. Zobaczymy, że nasza wyobraźnia generuje już jakiś micro-obraz tego pojęcia (acha, urzad, to jest to i to, robi się tam to to i to, tak mniej więcej wygląda, acha, to jest urząd). Czy takie słowo ma jakąś wartość? Zobaczmy, że w jego strukturze zapisana jest niejako informacja właśnie o tym, czym on sam już jest. Tak więc, w tym momencie, odczytujęmy te informację. Urząd zawiera informacje o swojej strukturze – w niej znajdują się pola, które odpowiadają za działalność ludzką (w urzędzie robią podnoszą kartki, trzymają w ręku długopis, pobierają numerek, pytają się w informacji, etc.). Może zawierać w sobie też informacje o przeciętnie zawieranych przedmiotach (numerem, śmietnik, krzesło, automat z kawą), które także są efektem jakiejś ludzkiej pracy, co podświadomie wiedzy. Do tego, coś jeszcze, multum rzeczy, o których nie ma sensu nawet tutaj pisać, dzieją się w urzędzie. I o to właśnie chodzi – że nie tekst jest czasem zbyt skomplikowany, ale same pojedyncze pojęcia zawierają niesamowitą złożoność informacyjną! Nie ma mozliwości, żeby zrozumieć w 100%, w pełni, tak zupełnie, stronę A4 tekstu, książkę, wiersz, w ciągu 5 sekund. W ciągu nawet kilku minut. Zrozumienie zawsze przychodzi po czasie. Niczego nie rozumiemy w momencie czytania. Czasem miewamy momenty olśnienia (“Acha! Rozumiem!”), a i tak, gdy przeczytamy potem fragment ponownie, możemy mieć jeszcze raz moment olśnienia (“Ach, teraz rozumiem to jeszcze inaczej! Moja wiedza się pogłębiła!”). Powinniśmy być świadomi tego, że same słowa zawierają w sobie swoją niezwykłą mechanikę, która steruje naszym światem, jednak dokładne na tym zapanowaniem jednak zdaje się wykraczać poza możliwości ludzkiego, świadomego umysłu – nawet największego geniusza. Po prostu – znaczna część znaczeń nadawana jest strumieniowy danych poprzez nieświadomą część umysłu. Dlatego należy po prostu czytać – bez zastanawia się, że nie rozumiem. Bez cofania się w tekście (znaczy wiadomo, czasem NAPRAWDĘ chcemy coś przeczytać kilkukrotnie, co robimy – ale nie dlatego, że cofamy się SĄDZĄC, że nie rozumiemy – nie rozumiemy. Jak reszty. Jedziemy dalej!), bez kombinowania, bez myślenia i krytykowania lektury. Po prostu, czytam – nie zgadzam się? Dalej. Zgadzam się? Dalej. Uważam inaczej? Dalej? Ten sposób możemy wreszcie dojść do momentu, gdzie autor sam wyjaśnia – tak, haha, napisałem w tak absurdalny sposób, żeby Cię wkurzyć. Miałem w tym jakiś plan. Chciałem tak coś w ten sposób pokazać. Uważam tak jak Ty, a barwne głupie przykłady dobrałem tak, bo mnie samemu kiedyś wkurzyły, i dzięki nim zrozumiałem. Wszyscy wiemy tyle, co nic. Ale całe szczęście możemy sobie chociaż mówić, co wiemy, żeby móc wspólnie domyślać się, jakiej wiedzy może nam jeszcze brakować.

Zdjęcie irysa

Irys

z: https://pixabay.com/pl/kwiat-niebieskie-tęczówki-zamknij-807595/

Tutaj przychodzi mi na myśl sen, który przyśnił się ponoć jednemu z alchemików:

Stałem nad urwiskiem i widziałem wielogłowego smoka. Wielki żmij, że klękajcie narody W pewnym momencie jedna z głów zwróciła na mnie uwagę, spojrzała w oczy i przysunęła łeb do urwiska, na którym stałem. Na zasadzie gestu w stylu „zapraszam do siebie”. Co też uczyniłem, bo wszedłem na tą głowę. I powiedzmy, że na górze, bo łeb poszedł w górę, zmieniła mi się perspektywa na szerszą

I o to właśnie chodzi – bo ktoś inny mógłby stanąć i zacząć zastanawiać się – hmm, a co znaczy, że ta głowa jest czerwona, a na tej głowie są białe pióra. O tym właśnie jest ten wpis – że zamiast doszukiwać się znaczeń w tekście, daj go sobie po prostu czytać :) Każdego tekstu. Oducz się czytać, jak czytałeś wcześniej. Przestań tak robić. Naucz się Czytać. Mamy w głowach potężne narzędzia. Mózgi są w stanie kierować na Marsa misje kolonizacyjne i posyłać tysiąctonowe tankowce w rejsy. Daj tej wiedzy się ulokować. Musi wpierw osadzić się na strukturze Twojego poznania. Musisz być w stanie odnaleźć jego wewnętrzną relację, która umożliwia Ci operowaniem nim w świecie. Czytamy po prostu po to, żeby powiększać nasz zasób informacyjny. W ten sposób nasz świat duchowy staje się bogatszy. Dzięki ustawicznej pracy, jesteśmy w stanie wytrenować nawyki, które następnie pozwalają na bazie otrzymanej wiedzy pozwalają wyhodować plony. Rolą alchemika zdaje się być kultywowanie takich właśnie zbiorów, które zapewnią przyszłym pokoleniom obfite… zbiory.

Autor: – Nieznany -

A jako, że nie tylko język jest system relacji, jest teraz miejsce na system relacji społecznych :p I tak – nie sam piszę już Przemian Blog, tudzież Blog Przemian :) Jeżeli dobrze pójdzie, wtedy… hmm? Może odkryjemy, jak wielu dobrych alchemików jest w Polsce?

Tymczasem:

JK – Jak czasem te kilka słów może do ciekawych wniosków doprowadzić :) Dziękuję!

V – Tak, te energie bywają niekiedy bardzo wyczuwalne. Zdumiewa mnie, że tak wielu ludzi zdaje się ich zupełnie nie dostrzegać – jakby móc zupełnie nie widzieć szczekającego psa albo stołu – jest to coś, co jest obok, a mimo to można odnieść wrażenie, że jedynie na niewielką część ludzi to działa. A przecież działa na wszystko… Tak przynajmniej mi się zdaje.

S – Pogadamy, gdy będziemy się widzieć ;)

A tak w ogóle, to co tam u was?

Bo tak dla przykładu, taki widok widziałem ostatnio we Wrocławiu (bywam regularnie):

Wrocławska Katedra

A taką mam teraz tapetę na komputerze:

Orchidea rysowana tuszem

Autora nie znam

No, i także tego.

Dzięki :) Szczere, i jak zwykle.

Muzyczka, jeżeli chcesz, to nowa płyta Blank Banshee. Jeden z artystów, który ustalił kształt vaporwave. Teraz, po kilku latach, i jeden płycie-żarcie, wypuścił nowy album. Moim zdaniem jest całkiem wart przesłuchania, nieszablonowy, zaskakujący. I trochę też pasujący do tematu – porwane fragmenty słów, nierówny rytm. Jej interpretacja jest dosyć otwarta. Nie wskazuje na nic konkretnego, nie mówi o żadnej z góry ustalonej emocji. Jest taka ambiwalentna. Czytaj ją, jak chcesz.


https://www.youtube.com/watch?v=rqNmDEcI4wM

I skończyliśmy z niepewnymi wnioskami. Coś tam świta, ale może ulecieć. W następnym artykule napiszemy o P…, który dokłada starań, by docierały do nas właściwe informacje – dzięki któremu Sułtan z wyżej nie ma obaw gospodarząc ;)

A Wy macie jakieś odkrycia alchemiczno-poznawcze? Zapraszam do dyskusji pod wpisem! :)

Następnym razem widzimy się, gdy się wykuruję (sobota w łóżku :P) i gdy z pracy będzie udawało mi się wyjść o regularnej porze. Mam wiele rzeczy na głowie i będę musiał chyba niektóre pokończyć. Jestem jednak pewien, że będę pisanie kontynuował. Lubię to robić. Ciekawi mnie, co wychodzi mi pisząc. Wielke się dzięki wam dowiaduję… po prostu pisząc dla Was :) Ex mówiła mi “zamknij ten głupi blog”, “Ty jeszcze prowadzisz ten głupi blog?”, “kiedy wreszcie zamkniesz ten głupi blog”, “tracisz przy tym czas, nie rozwijasz się”, nie mógłbyś przerobić tego do formy książki” (i wiele innych motywujących słów). Nie miałem zamiaru. Cieszę się, że. Takie różnice charakteru sprawiają, że ludzie “ze” zmieniają się na “ex”. I dobrze. Dobrze każdemu to zrobiło. Niech nie męczy się z alchemią, dzięki której teraz, gdy kuruję się w domu, gdy zawsze leżałbym słaby w gorączce, bez sił, teraz, alchemiczną pracą, siedzę pełen sił, tyle tylko, że pokasłuję, kicham i po prostu się zdrowo kuruje. Oczywiście, nie mam PEWNOŚCI co do tego, że niesamowity stan zdrowia wynika z alchemicznej pracy, jednak widzę wyraźnie, w jaki sposób pewne jej elementy rzeczywiście przekładają się na funkcjonowanie organizmu i świata wokół mnie. Po prostu, tak przygotowałem organizm do grypy, żeby z miejsca zaczął ją zwalczać. Za pomocą wizualizacji możemy sterować energetyką naszego ciała. Oczywiście, znowu nie mam PEWNOŚCI, że tak faktycznie jest, jednak widzę tego realne efekty. Gdy energetyzuję umysłem moje komórki, choćbym był zmęczony i nie mógł już, np., pracować fizycznie dalej (przynajmniej mentalnie), tak, po chwili odpowiednich wizualizacji mam jeszcze siłę, żeby popracować jeszcze moment. Oczywiście, nie wystarczy pojedyncza taka medytacja, by móc pracować przez następne 20 godzin, gdy pracowało się już 16. Do tego potrzebujemy także pracy nad snem, nad oddechem, nad chęmią organizmu, nad wolą, nad otoczeniem. I nagle wzmaniamy się na tych polach, na których chcemy się wzacniać. Zyskujemy siłę, która służy nam temu, do czego ją przeznaczamy.

Cześć :)

0 Flares Facebook 0 0 Flares ×

Informacje o Jeż

Jestem studentem i pracuję.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Moment olśnienia – co sprawia, że rzeczy zaczynają się dziać?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>